Jednak Spiegel Online wpadł na genialny pomysł, żeby umożliwić nam zapoznanie się z opinią samego kapitana bawarskiej machiny, Philippa Lahma. Tak więc, pan Lahm zobowiązał się do napisania trzech artykułów - jednego na jedną kompetycję, w której Bayern rywalizował.
Pojawiły się już dwa artykuły - nt. ligi i Ligi Mistrzów, obydwa bardzo interesujące.
Postanowiłam zająć się ich przetłumaczeniem; mimo, że wyjdzie to nie po kolei, na pierwszy ogień pójdzie ten o Champions League.
Oryginał artykułu można znaleźć tutaj.
***
"Część czegoś wielkiego"
by Philipp Lahm
by Philipp Lahm
Na początku mojej profesjonalnej kariery, to było jedynie marzenie; przez ostatnie lata, ewoluowało w swoisty cel. Teraz to rzeczywistość, ale nadal czuję się, jakbym śnił. To było nieopisywalne uczucie, być pierwszym, który podniesie trofeum i wzniesie je w powietrze, z towarzyszącą ekscytacją stadionu.
Mecz przeciwko silnemu zespołowi Dortmundu był ekscytujący; a przede wszystkim, w początkowej fazie, ciążyła na nas wielka presja, zarówno na całym zespole jak i na każdym, pojedynczym zawodniku. Jednak gdy presja odchodzi, pozostaje tylko czysta radość. Zmęczenie, skurcze i siniaki odeszły szybko w niepamięć i nie powstrzymały nas przed świętowaniem aż do świtu. Rewelacyjny występ zespołu został uzupełniony o to, że każdy był na czas na pokładzie kiedy nadszedł czas powrotu. Każda osoba i, oczywiście, puchar.
Ten tytuł nie jest jedynie ukoronowaniem naszego rewelacyjnego sezonu, ale, przede wszystkim, wynagrodzeniem za pracę w ostatnich latach. Fakt, że mamy w tym tygodniu możliwość wygrania trzeciego tytułu, a zatem napisania historii tego klubu, jest zasługą całego zespołu a także wynikiem rozbudowy, która zaczęła się już w przeszłości.
Już pod Felixem Magathem mieliśmy silny zespół, który wygrał dublet, a więc odniósł sukces na poziomie krajowym. Jednak w Europie to inni wiedli prym. Abyśmy mogli być konkurencyjni na arenie międzynarodowej, trzeba było powziąć dalsze kroki.
Louis van Gaal stanowi decydujący punkt zwrotny: od 2009 wdrążył konkretną ideologię gry, tj. napastnik, dwóch skrzydłowych, dwóch defensywnych pomocników - i klub trzyma się tej filozofii aż do teraz. Posiadając tę fundamentalną strukturę, zespół mógł wzmocnić pojedyncze pozycje - od bramkarza po obronę, od środka pola do napastnika - i był w stanie osiągnąć najwyższy poziom.
Słabością sposobu gry van Gaala był fakt, że jego koncepcja obrony miała zbyt wiele dziur. Ze swoim spektakularnym, ofensywnym sposobem grania, FC Bayern osiągał sukcesy tylko do czasu, kiedy pozwalał mu na to przeciwnik. Mówiąc inaczej, zawsze musieliśmy wybiegać [?] sobie zwycięstwo. Dobrym tego przykładem jest mecz przeciwko Manchesterowi United w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów w 2010 roku.
W tamtym czasie, zupełnie jak dzisiaj, Manchester United był topowym przeciwnikiem na arenie międzynarodowej; my byliśmy bardzo ułożonym zespołem z jasną wizją gry, co pozwoliło nam dostarczyć przekonywujące wyniki w obu spotkaniach. Jednakże, po wygranej 3:2 na wyjeździe, wiedzieliśmy, że mieliśmy dużo szczęścia. Przede wszystkim, żółta/czerwona kartka dla Rafaela z Manchesteru, zła decyzja, pozwoliła nam uzyskać zaliczkę.
Jakość drużyny była dobra, ale nie wystarczająca na sam szczyt.
Na naszej drodze do zwycięstwa nad Borussią Dortmund w finale, już nie potrzebowaliśmy żadnego szczęścia.
Dużo w tym zasługi Juppa Heynckesa.
- On budował na filozofii Louisa van Gaala, ale położył większy nacisk na pracę w obronie. W ten sposób znaleźliśmy balans pomiędzy atakiem a obroną.
- Nasi środkowi obrońcy przestali podejmować częste próby rozgrywania piłki, co zredukowało niebezpieczeństwo utraty piłki.
- Boczni obrońcy nie są umieszczeni tak wysoko na boisku jak za van Gaala.
- I, oczywiście, ponownie [chodzi o poprzedni artykuł, o lidze -przyp.tłum.] muszę wspomnieć o Javi'm Martinezie, jako o bardzo ważnym transferze. Jako 6, myśli defensywnie, otwiera grę od tyłu do przodu i jest niezawodny w środku pola. To daje zespołowi dodatkową stabilność.
Często pytano się mnie, czy kiedykolwiek wątpiliśmy w to, czy możemy wygrać tytuł w tym roku. Ostatecznie, przegraliśmy dwa mecze na naszej drodze do Wembley. Moja odpowiedź zawsze brzmiała: nie. Nigdy. Ani przeciwko BATE Borysów, kiedy przegraliśmy nasz drugi mecz w grupie (1:3), ani przeciwko Arsenalowi, kiedy przegraliśmy u siebie (0:2).
Porażka w Borysowie była kwestią nastawienia, w profesjonalnej piłce nożnej często trzy procent mniej [sytuacji] wystarczy do odwrócenia wyniku. Przeciwnik przeprowadzał dobre kontry, a my nie graliśmy dobrze. Chociaż było to denerwujące, wynik usprawiedliwił się sam.
Mecz przeciwko Arsenalowi był inny. Po wygranej 3:1 nie musiało się zdarzyć, że na Allianz Arena znaleźliśmy się na krawędzi wypadnięcia z rozgrywek. Graliśmy źle, broniliśmy niechlujnie i musieliśmy drżeć, z właściwych powodów. Niemniej jednak, w sumie nie było wątpliwości, że na końcu i tak możemy to [tytuł] osiągnąć. Jako drużyna, dużo nauczyliśmy się z tego meczu. Sukces jest nietrwały, tak brzmiała wiadomość. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak szybko może nas ominąć.
Sukces jest nie tylko nietrwały, ale również powiązany z kluczowymi wymogami. Aby grać na najwyższym poziomie międzynarodowym, siedem lub osiem pozycji w zespole musi być wypełnionych najlepszymi zawodnikami. To jest to, co podkreślałem od lat.
Równie ważne jest, aby zdawać sobie sprawę z tego, że tytuł Mistrzów Europy nie jest automatyczny, to ciężka praca. Drużyna musi dostać się do szeregu półfinałów i finałów w celu udowodnienia swojej stabilności; tak było w przypadku Barcelony, Realu Madryt jak i Juventusu, na początku lat 90tych. W ciągu ostatnich lat, FC Bayern wypełnił ten wymóg kawałek po kawałku i osiągnął doświadczenie oraz bezpieczeństwo, które pomogło nam zakończyć ten sezon Ligi Mistrzów z tytułem.
W związku z tym, spełniliśmy marzenie, na które wielu z nas pracowało przez wiele lat. To niesamowicie dobre uczucie, być częścią czegoś tak wielkiego.
W nadchodzący weekend, mamy szansę na zdobycie trypletu, a tym samym na ostateczne napisanie historii tego klubu.
***
Ufff, to by było na tyle :)
Nie jestem do końca zadowolona z tłumaczenia, ale nie można mieć wszystkiego, a drugi akapit był wyjątkowo przeciwko mnie :)
Ale..interesujące, prawda?
Bardzo dobrze podsumowane, zresztą to stała w wypowiedziach pana Lahma.
Rozbawiło mnie zdanie "podkreślałem to do wielu lat". Od razu przyszedł mi na myśl ten sławny wywiad Philippa w 2009r, w którym wyliczył wszystkie słabości Bayernu i dostał za to karę od klubu (25 000 euro?). Ale, jak wiemy, do tej pory Bayern zdołał wyeliminować wszystkie słabości, o których wspomniał Lahm. Wyszukałam wypowiedzi z tego wywiadu specjalnie i proszę, oto jedna z nich:
Cóż, najwyraźniej przepis na wygraną w Lidze Mistrzów jest prosty: niech ci Philipp Lahm wyliczy błędy, ty je popraw, a potem wygrasz! :DJeżeli porównasz naszą drużynę z innymi w Champions League, to wtedy zauważysz, że one mają siedmiu, ośmiu najwyższej światowej klasy zawodników na strategicznych pozycjach. Nam tego brakuje.
Teraz się tylko zastanawiam nad przetłumaczeniem pozostałych dwóch. Tego o lidze, i tego, który będzie pisany prawdopodobnie jutro.
Ale prawdopodobnie to zrobię, Philippa Lahma zawsze warto czytać. I mieć na swoim blogu.
Dzisiaj trzymamy kciuki za potrójną koronę!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz