Brak wygranej od czterech meczy, przegrany Superpuchar i zły początek w Lidze Mistrzów.
Wow, tego to się chyba nikt nie spodziewał.
Wszyscy wiemy, kto jest winny, kiedy Mourinho przegrywa - on sam. José zawsze to podkreśla, a po przegranych meczach stara się nie oceniać pojedynczych występów zawodników.
Mimo to, po wczorajszym meczu nie spodziewałam się tego #MourinhoOut będącego trendem na Twitterze i byłam zdziwiona, jak niewiele potrzeba, aby przestać ufać własnemu trenerowi. Choć pewnym rzeczom już dawno powinnam przestać się dziwić, ale moja 'futbolowa naiwność' to temat na osobną książkę.
Jednakże, mimo, że nie pochwalam radykalizmu niektórych fanów CFC, nie mogę powiedzieć, że nie mam Mourinho nic do zarzucenia.
Postarajmy się popatrzeć na obecną sytuację z pewnym obiektywizmem i ocenić, co dokładnie w Chelsea nie działa.
Dzisiaj postanowiłam odpowiedzieć samej sobie na pytania, które krążyły mi po głowie wczoraj wieczorem.
1. Kogo obwinić za porażki, drużynę czy trenera?
Ani drużynę, ani trenera. Zawsze trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że wina leży po obu stronach. O winie w jednym meczu faktycznie może decydować postawa drużyny, ale za postawę drużyny w kolejnych czterech meczach odpowiada już trener.
2. Czy te wyniki są naprawdę tak tragiczne?
Zależy od oczekiwań, jakie się miało przed sezonem. W większości były one wyolbrzymione. Cóż, taka już magia Mourinho - jak przychodzi do klubu, automatycznie oczekuje się od niego cudów i wielkich wygranych. Po części te wygórowane oczekiwania to jego własna wina, sam się ogłosił The Special One, a jego osiągnięcia kazały wręcz oczekiwać równie dobrego startu co poprzednio. Ja muszę powiedzieć, że do meczu z Bazyleą nie byłam zmartwiona wynikami dostarczanymi przez Chelsea. Remis z Man United na Old Trafford to dobry rezultat, nawet jak na drużynę, która chce walczyć o mistrzostwo. Ponadto wszyscy wiemy, że Bayern miał wielkie szczęście, wygrywając Superpuchar. Tak, porażka z Evertonem była niespodziewana, bo w końcu jest to zespół mniejszej klasy niż Manchester United czy Bayern Monachium i Chelsea nie powinna mieć problemów z wygraną, ale mimo przegranej, drużyna nie zaprezentowała złej postawy. Największą jej bolączką była nieskuteczność, w końcu na bramkę Evertonu strzelała ponad 20 razy, nie wykorzystując żadnego z tych strzałów. Ale, jak już podkreśliłam, The Blues grali dobrze w tym meczu. Tylko ta wczorajsza Bazylea spowodowała u mnie ból głowy, bo to był naprawdę zły mecz. Jednak, mimo wszystko, te wyniki to nie jest koniec świata. Mecze z Evertonem i Basel powinny zostać wygrane, ale tak się nie stało, więc kolejnych punktów trzeba będzie szukać gdzie indziej, możliwe, że na trudniejszym terenie. 28 z Tottenhamem, na przykład.
3. Czy Mourinho źle rotuje składem?
Tak. I po części nie. Moim zdaniem problemem Chelsea jest również fakt, że zbyt dużo zawodników zostało pozyskanych do drużyny tuż przed zakończeniem okienka transferowego. Tak więc wczoraj mogliśmy oglądać Williana, który wreszcie był zdatny do gry od początku, i Samuela Eto'o, który bardzo nieoczekiwanie pojawił się w wyjściowej jedenastce drugi raz pod rząd i po raz kolejny nie wniósł nic do drużyny. Najwyraźniej Mourinho daje kolejne szanse pokazania się nowym zawodnikom, jakby to były przygotowania przedsezonowe. Niestety, ta duża rotacja nie daje dobrych rezultatów. W każdym kolejnym meczu gra inna drużyna i brakuje zgrania. Trochę przypomina mi to zachowanie Beniteza w poprzednim sezonie i tłumaczenie też jest to samo - trzeba rotować. Owszem, to konieczność, ale rotacja nie powinna być tak duża. (Mou, wybacz porównanie z Benitezem!)
4. Czy Mou stracił swoje czarodziejskie umiejętności prowadzenia drużyny?
Trzeba zawsze pamiętać, że Mou, mimo całej swojej wyjątkowości, jest takim samym trenerem jak reszta i potrzebuje czasu, aby wejść do drużyny i przełożyć jej swoją filozofię. Tak, pierwsze wejście do CFC miał wspaniałe, ale, jak to Szymborska napisała, nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Dajmy facetowi trochę zaufania...Ale muszę przyznać, że ten zły początek jednak mnie martwi i tylko trochę przypomina początek ostatniego sezonu w wykonaniu Realu Madryt.
5. Czy Samuel Eto'o faktycznie zasługuje na taki kredyt zaufania?
Nie wiem. Mam wielką ufność do trenerskiego nosa Mou, ale nie jestem pewna czy Eto'o jest tym samym zawodnikiem co za czasu Interu Mediolan. W każdym razie, Mourinho o Eto'o mówi tak:
"Samuelowi może brakuje ostrości, ale to nie jest zaskakujące. Kiedy znajdujesz się dwa lub trzy lata w miejscu w którym brakuje ci motywacji i jesteś tam z niewłaściwych powodów, możesz stracić swój głód. Ale on już to odzyskał, ma tę motywację, chce grać i jest zadowolony będąc na takim poziomie. Samuel uczestniczy w kolektywie, na ostrość i ten 'klik' do strzelania goli musimy poczekać, ale on jest wielkim piłkarzem i będzie strzelał. Jestem zadowolony mając trzech napastników w zespole do końca sezonu. Oni wszyscy są dobrymi graczami. Każdy z nich jest profesjonalistą. Każdy stara się dać z siebie wszystko każdego dnia i w każdym meczu."No skoro tak..
6. Czy Torres może zbawić Chelsea?
To jest pytanie zabarwione ironią, bo śmiać mi się wczoraj chciało, kiedy czytałam wypowiedzi, że jeśli Torres by grał, to byśmy wygrali. Owszem, Eto'o grał źle, ale nie gorzej niż sam Torres kiedy wchodził do Chelsea. Jednak najbardziej zabawne jest to, że od dwóch ponad lat zawsze musiałam bronić Torresa, że on się jeszcze odrodzi, będzie strzelał i trzeba w niego wierzyć, a wczoraj nagle się okazało, że w Fernando to zawsze wszyscy wierzyli, a w dodatku to bez Torresa ani rusz w tej drużynie!
Niech mnie nikt źle nie zrozumie, jestem wielką fanką Fernando, ale naprawdę nie wierzę, żeby jego obecność na boisku mogłaby zdziałać cuda. Za czasów Liverpoolu, może, ale nie teraz. Fer obecnie gra dobrze, ale nie jest zawodnikiem odmieniającym losy meczu. (Tak, pamiętam finał LM z Bayernem kiedy wszedł i wywalczył pierwszy rożny dla CFC, bo którym Drogba strzelił, ale to jedna z niewielu takich sytuacji). W każdym razie, obrażanie Mourinho bo Torres nie gra jest dziecinne i głupie. Zarówno Ba jak i Eto'o także są zawodnikami Chelsea i zasługują na grę.
7. O co chodzi z Matą?
Juan miał kontuzję i powoli dochodził do siebie, Jose twierdził, że facet jest wyeksploatowany do granic możliwości i prawdopodobnie miał rację..Mata jest już zdrowy i wszedł wczoraj w drugiej połowie, a ja nie rozumiem, o co rozchodzi się ta cała Matowa histeria. Tak, to jest zawodnik do pierwszego składu i na pewno niedługo go sobie wywalczy, więc po co dłużej się nad tym roztkliwiać?
Trzeba się przede wszystkim przyzwyczaić do faktu, że Juan już nie będzie grał każdego meczu, bo kadra jest dużo szersza i na pewno Mou nie będzie chciał go zajeździć tak, jak to było w zeszłym sezonie. Dla mnie to zrozumiałe i, co więcej, absolutnie sensowne. Po co ta afera?
8. Gdzie jest mój John Terry, Mou, bo się chyba pogniewamy?
Znowu muszę powiedzieć, że rozumiem rotację itd., ale serce mi krwawi na Chelsea bez kapitana, tym bardziej, że nigdy nie zapałałam wielką miłością do Davida Luiza. Oczywiście, lubię go, każdy fan Chelsea go lubi, ale ja tą sympatią pałam tylko do jego osoby pozaboiskowej. Mam parę powodów, żeby nie lubić go na boisku i z największą chęcią oglądam duet Terry - Cahill jako środkowych obrońców.
Uh, i to chyba wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat.
Dajmy trochę zaufania Mourinho, Terry'ego do pierwszego składu i wygrajmy z Fullham, KTBFFH!
PS. Czy ktoś oglądał konferencję prasową Mourinho przed meczem z Basel? Była epicka. Porównania drużyny do jajek, stwierdzenie, że żona nie jest zazdrosna o Chelsea i spięcie z dziennikarzem, czyli Mou w najwyższej formie.
