niedziela, 2 czerwca 2013

Czas pożegnań.

Nie mam siły na ten wpis.
Nigdy nie podejrzewałam, że podczas gdy jedna z moich drużyn będzie świętowała zdobycie trypletu, ja nie będę czuła..nic. Bo chyba między euforią a skrajnym smutkiem jest właśnie to 'nic'.
Euforia? Oczywiście, Bayern. Mimo wcześniejszego meczu Realu, ostatniego Mourinho w tym klubie, byłam w stanie spokojnie zasiąść przed telewizorem i wspierać Bayern..bo mimo łez, na to odejście byłam przygotowana..
Więc, kiedy po napływie euforii związanej z potrójną koroną Bayernu włączyłam komputer, aby popatrzeć na zdjęcia celebrujących Monachijczyków, ostatnią wiadomością, której mogłam się spodziewać, była ta, że Gonzalo Higuain odchodzi z Realu Madryt.
Tak więc na zdjęcia celebrującego Bayernu patrzyłam przez łzy i cholera, Gonzalo, spieprzyłeś mi taki piękny moment.
Ale, po kolei, ten wpis to dramat rozłożony na dwóch aktorów:


Zacznijmy od José Mourinho.
Cóż, moje oczekiwania co do godnego pożegnania go spełniły się w około 75%.
Trochę zbyt dużo osób gwizdało, trochę zbyt mało piłkarzy podziękowało na portalach internetowych (liczyłam bardzo na Cristiano, w końcu panowie są ze sobą po imieniu, nawet kiedyś Cris w wywiadzie nazwał Mou zdrobniale 'Zé'), no i oczekiwałam czegoś w tym stylu:
a nie tego:

 Ale skupmy się na miłych i wzruszających elementach, a nie na moich z dupy wziętych oczekiwaniach.

Podziękowania od piłkarzy:
zabijcie mnie bo to zdjęcie z Luką jest tak urocze, że siedzę przed nim i wzdycham z zachwytu. Mou, what a man.


Od jednej WAG:

I wreszcie, od kibiców:




I nawet od przedstawicieli Ultras Sur:



Czyli w gruncie rzeczy wyszło ładnie.
No, a w trakcie gdy ja sobie roniłam łzy, Mou humor najwyraźniej dopisywał:


Awwwwww. wspominałam kiedyś, że Mou i Rui to mój OTP? No to wspomniam.
Taka szkoda, że już nie będzie okazji tego pana podręczyć, co, Mou? A to polać wodą, a to porzucać papierkami..:')
No i stało się jeszcze coś ładnego na tym meczu:

Co prawda Rui Faria stał się już tak gdzieś około 38 lat temu, ale cały czas zaskakuje mnie jego absolutnie powalająca uroda.


Ok, to od rzeczy ładnych przechodzimy szybko do płaczu.
Nie mogę znieść, po prostu nie mogę, że Real Madryt w jeden dzień stracił dwóch najważniejszych dla mnie ludzi w tym klubie.
Gonzalo Higuain to mój ulubiony zawodnik Realu i, mimo że może i mamy lepszych, zawsze miał specjalne miejsce w moim sercu. Jak więc można się domyślić, jego odejście, połączone z odejściem mojego ulubionego trenera, boli wyjątkowo mocno.
Tym razem niestety nie mogliśmy go prosić, żeby został...


Po prostu powziął decyzję..i ogłosił ją po ostatnim meczu w sezonie. Cieszę się, że ostatni mecz w naszych barwach rozegrał jako kapitan. I że strzelił gola.
Oprócz rozpaczania nad jego odejściem pozostało mi już tylko jedno, a mianowicie powiedzenie:

Urgh..dlaczego, dlaczego, dlaczego akurat teraz musisz odchodzić. Dlaczego w ogóle musisz odchodzić?
Ktoś, kto kocha Real Madryt tak bardzo jak Gonzalo nigdy nie powinien być zmuszony do jego opuszczenia..tym bardziej ktoś tak utalentowany, kto strzelił tyle goli..wiele ważnych..jeden z kapitanów..
A ten gol..ten to już jest czystą historią tego klubu:



 Tak bardzo nie jestem w stanie wyobrazić sobie Gonzalo poza Realem. Grał tutaj 7 lat, a ile lat marzył o tym, żeby biegać po boisku w koszulce właśnie z tym herbem.. Chciał to osiągnąć już w wieku lat 10..i jak zawsze podkreślał, znalazł się w tym miejscu w którym jest dzisiaj tylko przez swoją ciężką pracę..
I kiedy grał, widać było, że dobro Realu Madryt jest dla niego najważniejsze...Wiem, gadam banały. Po prostu tak wysoko cenię Higuaina, to, jakim piłkarzem i człowiekiem jest...
Będę cholernie za nim tęsknić.
W tym sezonie Realu spełniły się najgorsze koszmary, ale..akurat jego odejście jest nie do zniesienia.
Gracias, Pipita.
Może kiedyś jeszcze do nas wrócisz?



W tej sytuacji dla mnie pozostaje tylko jedna opcja: Mou idzie do Chelsea i kupuje Gonzalo. Nie ma nie. Na nic innego się nie zgadzam.




2 komentarze:

  1. Przeczytałam tak wiele słów na temat końca tego sezonu w Madrycie, odejścia Jose i tak dalej, tak dalej. Niemniej jednak za każdym razem wściekałam się, krzyczałam do ekranu, byłam zażenowana, albo po prostu śmiałam się głośno. Cieszę się, że mogłam przeczytać coś tak niezwykle emocjonalnego i stwierdzić "Bogowie, czułam to samo." Jestem zauroczona tym jak piszesz, jak to przekazujesz (i to chyba nie tylko w tym wpisie). Jakbym czytał swoje myśli. Dziękuję, bo w tym chaosie ciężko znaleźć mi kogoś, kto rozumie. Przy całej swojej miłości do Jose, uwielbienia do Gonzalo - dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bardzo Ci dziękuję za ten komentarz - zawsze niesamowicie przyjemnie jest przeczytać coś tak miłego :) No i przepraszam, że odpisuję tak późno, ale ostatnimi dniami nie wchodziłam tu wcale.

      Usuń