środa, 26 marca 2014

WIR SIND DEUTSCHER MEISTER, 2013 - 2014

No to czas porozmawiać o najlepszym klubie w historii Bundesligi.
O nowym i poprzednim zdobywcy Meisterschale.
Bayern Monachium.
Niewiarygodne. Fantastyczne.
Czy ktokolwiek, patrząc na końcówkę finału Ligi Mistrzów z 2012, pomyślał, że właśnie tak będą wyglądać kolejne dwa sezony w wykonaniu Bayernu?
Rekord za rekordem, trofeum za trofeum...

A my, kibice, możemy się czuć uprzywilejowani. Bo ta drużyna przeszła do historii i my, za paręnaście czy parędziesiąt lat będziemy mogli powiedzieć, że byliśmy świadkami najlepszej ery w historii tego klubu.
Ja będę mogła powiedzieć, że kibicowałam im jeszcze przed tymi sukcesami i że po całkowicie przegranym sezonie jedynym, co mogłam oglądać, były zwycięstwa.
Ciarki człowieka przechodzą, jak pomyśli się, jak historyczny jest ten Bayern.
I że akurat to pokolenie piłkarzy przejdzie do historii. Tych twoich praktycznie pierwszych ulubionych, jak Lahm czy Schweinsteiger.
Może jestem trochę za bardzo wzruszona, ale naprawdę. Bayern jest pierwszym klubem, któremu kibicowałam. (Mimo, że przez tyle lat stawiam Real Madryt na najwyższym miejscu w sensie ważności.) I naprawdę kocham niemiecki futbol, nie wspominając już o niemieckich piłkarzach.

A tu taki Bastian zostaje jedynym piłkarzem w historii Bundesligi, który wygrał 7 tytułów mistrzowskich jeszcze przed trzydziestką.
A Mario Götze ma trzy tytuły mistrzowskie w wieku lat 21.
Jeszcze raz powtarzam, niewiarygodne.

Kiedy w tamtym roku wygrywaliśmy tytuł sześć kolejek przed końcem, wydawało się, że będzie to rekord, który przez długi czas pozostanie nienaruszony. A tu, niecały rok później, tytuł przyszedł jeszcze wcześniej.

A przyszedł w równo 10 miesięcy po finale Ligi Mistrzów.

Nie mogło być lepiej. (Chociaż, mogło. Planowałam jechać na ten mecz z Herthą. gdyby mi powiedzieli wcześniej, ze to będzie dzień, w którym wygramy ligę, w życiu bym nie zrezygnowała.)

Szczerze mówiąc, przed meczem z Herthą byłam spokojna.
Wygraliśmy 3:1 i najważniejszą informacją jest to, że Philipp Lahm podawał piłkę 133 razy i zrobił to ze 100% skutecznością.
Ja już do niego nie mam słów, naprawdę. Po prostu wręczmy mu tę Złotą Piłkę, co tam Messi, co Ronaldo, skoro jest Philipp Lahm.

No ale, ale, wygraliśmy ligę i ja po to tu jestem - CELEBRACJE.
Nie było jeszcze piwa, ale z pewnością się go kiedyś doczekamy.
Od czego tu zacząć, od czego tu zacząć!


Ok, wiem, że się nikt nie spodziewał, że zacznę od Lahma haha.



To drugie zdjęcie jest naprawdę piękne, Bastian *.*

Oh, a teraz przejdźmy do naszego Mario. Wiem, moja dzika satysfakcja z tego, jak dobrze wpasował się w zespół i jak bardzo jest w Bayernie szczęśliwy jest trochę nie w porządku, ale cieszę się, że po kuble wylanych na jego głowę pomyj chłopak mimo wszystko zdołał wszystkim udowodnić, że wiedział, co robi, i że jest w stanie wygrać rywalizację w Bayernie.


To jest jego reakcja na pytanie Thomasa" "Mario, co powiesz o swoim pierwszym wygranym mistrzostwie w odpowiedniej koszulce?"


A oto i odpowiedź:


Boże, co za bezcenny dzieciak. Serio.

Była też Lahmdiola:


I w ogóle dwa miliony różnych, wspaniałych momentów.






No i oczywiście zdjęcia z szatni, czy wszyscy są gotowi na obojczyki Philippa Lahma, bo ja nie?



Mówię wam, jak Bayern będzie wygrywał wszystko z taką częstotliwością, to ja tego emocjonalnie nie wytrzymam.
Nie żebym marudziła czy coś :)

Aaaaa, nadal tak się cieszę!

MIA SAN MIA ludzie

piątek, 8 listopada 2013

"Zrozumienie gry jest uszlachetnieniem czystej radości z niej" - recenzja autobiografii Philippa Lahma

Nareszcie - to jedyne słowo, jakie przyszło mi na myśl, kiedy dowiedziałam się, że książka Lahma została wydana w Polsce. Szczerze mówiąc, po tak długim okresie oczekiwania - prawie dwuletnim - praktycznie straciłam już nadzieję, że do tego dojdzie... ale jednak wygranie potrójnej korony najwyraźniej wzmaga popularność i na fali międzynarodowych sukcesów Bayernu postanowiono zrobić mi prezent i w końcu mogłam dorwać w swoje ręce tę książkę, która przez tak długi czas zajmowała moje myśli.
Mogłabym tu jeszcze ponarzekać, że biografię Kloppa wydano u nas w tempie więcej niż szybkim, a na książkę, która wywołała wielkie poruszenie w świecie niemieckiej piłki i którą zgodnie okrzyknięto kontrowersyjną, trzeba było czekać ponad dwa lata, ale jestem w tak dobrym humorze po lekturze, że marudzić nie będę.

Fanom piłki nożnej nie trzeba tłumaczyć, co się czuje kibicując swojemu klubowi i każdy z nich jest w stanie zrozumieć uczucia, jakie się ma względem swojego ulubionego piłkarza. W gruncie rzeczy nie da się tego wytłumaczyć osobom obojętnym na futbol; to jest uczucie, którego trzeba doświadczyć. Philipp Lahm jest moim ulubionym piłkarzem i to powinno tłumaczyć wszelkie odczucia targające mną podczas lektury jego autobiografii.

Zabawne..zdarza mi się to rzadko, ale nie wiem od czego zacząć..jednak mam tyle przemyśleń i odczuć wobec tej książki, że aż się sama gubię.
Zacznę więc może od tego, że biografia jest wspaniała. Ja jej nie przeczytałam, ja ją wchłonęłam; kupiłam ją dzisiaj po południu, a wieczorem piszę recenzję.
Styl Philippa jest błyskotliwy i inteligentny, ale nie oszukujmy się, po nim nie można było się spodziewać niczego innego. Tę autobiografię czyta się lekko i bardzo przyjemnie; cała książka daje wrażenie ciągłej opowieści, rozdziały nie są sztywne i nie dotyczą tylko jednego tematu, chociaż zachowują pewien porządek. Można by to nazwać zorganizowanym ciągiem myśli. I mimo często poważnych przemyśleń, biografia nie traci na humorze - Lahm momentami bywa bardzo zabawny, żartuje nawet ze swojego wzrostu.

Chyba największym walorem opowieści Philippa jest jej szczerość; na każdej stronie widzimy Lahma takim, jakim jest - profesjonalnym, a także inteligentnym, elokwentnym i zabawnym człowiekiem.
I to właśnie ta szczerość jest również powodem, dla którego książka ta odbierana jest jako kontrowersyjna. Faktycznie, Lahm nie uznaje tematów tabu i neguje wiele tak zwanych prawd krążących po futbolowym światku.
Najprostszym przykładem może tu być stwierdzenie, że tak naprawdę nie wszystkie mecze są tak samo ważne i w nie wszystkie wkłada się sto procent swoich umiejętności. Niby banał, wszyscy to wiemy, jednak większość piłkarzy jak i trenerów na konferencjach prasowych czy w wywiadach hołduje zasadzie 'powiedz, że każdy mecz jest ważny'.
Philipp również nie ukrywa co się działo za kulisami reprezentacji Niemiec od czasu, kiedy do niej wszedł - i to te rozdziały wywołały największą burzę w Niemczech. Jednak niektóre plotki, które słyszałam o tej książce okazały się nieprawdziwe - mianowicie nie znalazłam tam ani jednego złego słowa na Joachima Löwa. Za to krytyki Jürgena Klinsmanna jest dość dużo - "U niego trenowaliśmy tylko fitness. Taktyka pojawiała się sporadycznie" -  i jak widać, jest ona dość mocna.
Jednak nie chcę się tu skupiać na kontrowersjach związanych z tą książką, bo zanim została ona wydana, często była cytowana i omówiona przez komentatorów czy dziennikarzy sportowych, więc opinię Philippa na dane kwestie znałam już dużo wcześniej.

Dla mnie najważniejszą rzeczą w tej biografii były słowa Philippa o pasji, o jego celach, opisy pojedynczych meczy..może ciężko to zrozumieć osobie niezwiązanej emocjonalnie ani z Bayernem, ani z reprezentacją Niemiec, jednak dla mnie czytanie opisu danego meczu - "o tak, to pamiętam" - czy całej imprezy - kto jeszcze nie wspomina ery Sommermärchen, kto nie pamięta bólu przegranego finału Euro 2008, czy Mundialu 2010 z wuwuzelami i podwójnie przeklętymi Hiszpanami? - było najlepsze. To są te wspomnienia które dają ci poczucie przynależności do drużny, do reszty kibiców.

Wielki uśmiech na mojej twarzy wywołało również czytanie o tym, jak bardzo Lahm chce wygrać z Bayernem - i tylko z Bayernem - Ligę Mistrzów...bo spełnione marzenia to chyba najpiękniejsza rzecz na świecie.

Poza tym także małe szczegóły sprawiały, że ta wciągająca opowieść stawała się dla mnie jeszcze lepsza - chociażby stwierdzenie, że Santiago Bernabeu to najpiękniejszy stadion na świecie (oczywiście po Allianz Arenie) i ma się ciarki wchodząc na jego murawę; ciągłe nazywanie Bastiana 'Basti'; czy chociaż zdania takie jak te:
"Nie czekamy na ruch przeciwnika, nie atakujemy po swojemu (...) wpadamy wprost w pułapkę, mordujemy się, rwiemy grę, nie słuchamy śmiechu Mourinho, gdy krok po kroku rzucamy się w ofensywę"
- o finale LM w 2010; wyobraziłam sobie jak Mou zaśmiewa się złowieszczym śmiechem podczas gdy Bayern wpada w jego pułapkę taktyczną, naprawdę ciekawy obrazek. :D
"Moim trenerem w U19 jest Roman Grill (...) a jego dialekt bawarski jest tak nieskazitelny, że pewnego dnia zaliczony zostanie do dziedzictwa kultury UNESCO"
- mówiłam, że książka nie jest pozbawiona humoru?

Ale wracając do pasji - to ona wg. Lahma jest strategiczną częścią futbolu, bez niej drużyna nie może nic osiągnąć,a nawet utalentowany młody piłkarz bez tejże pasji nie zostanie profesjonalistą. Oprócz tego Philipp daje wiele wskazówek do tego, jaki powinien być piłkarz i wyjaśnia bez koloryzowania, jaki jest świat futbolu, m.in. niszczy mit o 24 przyjaciołach, a wspomina o nieustającej rywalizacji.

"Drobną różnicę.." poleciłabym wszystkim zainteresowanym piłką nożną. Nawet jeśli nie ma się dokładnej wiedzy o Gwieździe Południa czy reprezentacji Niemiec, to i tak można wyczytać wiele interesujących rzeczy dotyczących futbolowego świata; chociaż dla mnie wystarczającym powodem byłaby chęć podziwiania profesjonalizmu i pasji Lahma, które są wręcz inspirujące.


"Mówi się, że piłkarz na boisku nie jest w stanie odbierać tego, co się dzieje wokół. U mnie jest odwrotnie. Widzę, jak jasne światło pada na murawę z masztów oświetleniowych. Słyszę krzyki i gwizdy pojedynczych osób. Moja dusza jest tak czysta, że postrzegam wszystko o wiele intensywniej niż zwykli kibice na trybunie. Każdy śpiew, każdy okrzyk, każdy gwizd jest teraz mój."




Nie jestem pewna czy to w ogóle ma kształt porządnej recenzji; skróciłam to, co chciałam napisać; wyszło jak zwykle nie tak jak trzeba; i chaotycznie, as always

czwartek, 19 września 2013

Problemy Chelsea i Mourinho

Które zawierają się głównie w tym obrazku:


Brak wygranej od czterech meczy, przegrany Superpuchar i zły początek w Lidze Mistrzów.
Wow, tego to się chyba nikt nie spodziewał.

Wszyscy wiemy, kto jest winny, kiedy Mourinho przegrywa - on sam. José zawsze to podkreśla, a po przegranych meczach stara się nie oceniać pojedynczych występów zawodników.
Mimo to, po wczorajszym meczu nie spodziewałam się tego #MourinhoOut będącego trendem na Twitterze i byłam zdziwiona, jak niewiele potrzeba, aby przestać ufać własnemu trenerowi. Choć pewnym rzeczom już dawno powinnam przestać się dziwić, ale moja 'futbolowa naiwność' to temat na osobną książkę.

 Jednakże, mimo, że nie pochwalam radykalizmu niektórych fanów CFC, nie mogę powiedzieć, że nie mam Mourinho nic do zarzucenia.
Postarajmy się popatrzeć na obecną sytuację z pewnym obiektywizmem i ocenić, co dokładnie w Chelsea nie działa.
Dzisiaj postanowiłam odpowiedzieć samej sobie na pytania, które krążyły mi po głowie wczoraj wieczorem.

1. Kogo obwinić za porażki, drużynę czy trenera?
Ani drużynę, ani trenera. Zawsze trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że wina leży po obu stronach. O winie w jednym meczu faktycznie może decydować postawa drużyny, ale za postawę drużyny w kolejnych czterech meczach odpowiada już trener.

2. Czy te wyniki są naprawdę tak tragiczne?
Zależy od oczekiwań, jakie się miało przed sezonem. W większości były one wyolbrzymione. Cóż, taka już magia Mourinho - jak przychodzi do klubu, automatycznie oczekuje się od niego cudów i wielkich wygranych. Po części te wygórowane oczekiwania to jego własna wina, sam się ogłosił The Special One, a jego osiągnięcia kazały wręcz oczekiwać równie dobrego startu co poprzednio. Ja muszę powiedzieć, że do meczu z Bazyleą nie byłam zmartwiona wynikami dostarczanymi przez Chelsea. Remis z Man United na Old Trafford to dobry rezultat, nawet jak na drużynę, która chce walczyć o mistrzostwo. Ponadto wszyscy wiemy, że Bayern miał wielkie szczęście, wygrywając Superpuchar. Tak, porażka z Evertonem była niespodziewana, bo w końcu jest to zespół mniejszej klasy niż Manchester United czy Bayern Monachium i Chelsea nie powinna mieć problemów z wygraną, ale mimo przegranej, drużyna nie zaprezentowała złej postawy. Największą jej bolączką była nieskuteczność, w końcu na bramkę Evertonu strzelała ponad 20 razy, nie wykorzystując żadnego z tych strzałów. Ale, jak już podkreśliłam, The Blues grali dobrze w tym meczu. Tylko ta wczorajsza Bazylea spowodowała u mnie ból głowy, bo to był naprawdę zły mecz. Jednak, mimo wszystko, te wyniki to nie jest koniec świata. Mecze z Evertonem i Basel powinny zostać wygrane, ale tak się nie stało, więc kolejnych punktów trzeba będzie szukać gdzie indziej, możliwe, że na trudniejszym terenie. 28 z Tottenhamem, na przykład.

3. Czy Mourinho źle rotuje składem?
Tak. I po części nie. Moim zdaniem problemem Chelsea jest również fakt, że zbyt dużo zawodników zostało pozyskanych do drużyny tuż przed zakończeniem okienka transferowego. Tak więc wczoraj mogliśmy oglądać Williana, który wreszcie był zdatny do gry od początku, i Samuela Eto'o, który bardzo nieoczekiwanie pojawił się w wyjściowej jedenastce drugi raz pod rząd i po raz kolejny nie wniósł nic do drużyny. Najwyraźniej Mourinho daje kolejne szanse pokazania się nowym zawodnikom, jakby to były przygotowania przedsezonowe. Niestety, ta duża rotacja nie daje dobrych rezultatów. W każdym kolejnym meczu gra inna drużyna i brakuje zgrania. Trochę przypomina mi to zachowanie Beniteza w poprzednim sezonie i tłumaczenie też jest to samo - trzeba rotować. Owszem, to konieczność, ale rotacja nie powinna być tak duża. (Mou, wybacz porównanie z Benitezem!)

4. Czy Mou stracił swoje czarodziejskie umiejętności prowadzenia drużyny?
Trzeba zawsze pamiętać, że Mou, mimo całej swojej wyjątkowości, jest takim samym trenerem jak reszta i potrzebuje czasu, aby wejść do drużyny i przełożyć jej swoją filozofię. Tak, pierwsze wejście do CFC miał wspaniałe, ale, jak to Szymborska napisała, nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Dajmy facetowi trochę zaufania...Ale muszę przyznać, że ten zły początek jednak mnie martwi i tylko trochę przypomina początek ostatniego sezonu w wykonaniu Realu Madryt.

5. Czy Samuel Eto'o faktycznie zasługuje na taki kredyt zaufania?
Nie wiem. Mam wielką ufność do trenerskiego nosa Mou, ale nie jestem pewna czy Eto'o jest tym samym zawodnikiem co za czasu Interu Mediolan. W każdym razie, Mourinho o Eto'o mówi tak:
"Samuelowi może brakuje ostrości, ale to nie jest zaskakujące. Kiedy znajdujesz się dwa lub trzy lata w miejscu w którym brakuje ci motywacji i jesteś tam z niewłaściwych powodów, możesz stracić swój głód.  Ale on już to odzyskał, ma tę motywację, chce grać i jest zadowolony będąc na takim poziomie. Samuel uczestniczy w kolektywie, na ostrość i ten 'klik' do strzelania goli musimy poczekać, ale on jest wielkim piłkarzem i będzie strzelał. Jestem zadowolony mając trzech napastników w zespole do końca sezonu. Oni wszyscy są dobrymi graczami. Każdy z nich jest profesjonalistą. Każdy stara się dać z siebie wszystko każdego dnia i w każdym meczu."
No skoro tak..

6. Czy Torres może zbawić Chelsea? 
To jest pytanie zabarwione ironią, bo śmiać mi się wczoraj chciało, kiedy czytałam wypowiedzi, że jeśli Torres by grał, to byśmy wygrali. Owszem, Eto'o grał źle, ale nie gorzej niż sam Torres kiedy wchodził do Chelsea. Jednak najbardziej zabawne jest to, że od dwóch ponad lat zawsze musiałam bronić Torresa, że on się jeszcze odrodzi, będzie strzelał i trzeba w niego wierzyć, a wczoraj nagle się okazało, że w Fernando to zawsze wszyscy wierzyli, a w dodatku to bez Torresa ani rusz w tej drużynie!
Niech mnie nikt źle nie zrozumie, jestem wielką fanką Fernando, ale naprawdę nie wierzę, żeby jego obecność na boisku mogłaby zdziałać cuda. Za czasów Liverpoolu, może, ale nie teraz. Fer obecnie gra dobrze, ale nie jest zawodnikiem odmieniającym losy meczu. (Tak, pamiętam finał LM z Bayernem kiedy wszedł i wywalczył pierwszy rożny dla CFC, bo którym Drogba strzelił, ale to jedna z niewielu takich sytuacji). W każdym razie, obrażanie Mourinho bo Torres nie gra jest dziecinne i głupie. Zarówno Ba jak i Eto'o także są zawodnikami Chelsea i zasługują na grę.

7. O co chodzi z Matą?
Juan miał kontuzję i powoli dochodził do siebie, Jose twierdził, że facet jest wyeksploatowany do granic możliwości i prawdopodobnie miał rację..Mata jest już zdrowy i wszedł wczoraj w drugiej połowie, a ja nie rozumiem, o co rozchodzi się ta cała Matowa histeria. Tak, to jest zawodnik do pierwszego składu i na pewno niedługo go sobie wywalczy, więc po co dłużej się nad tym roztkliwiać?
Trzeba się przede wszystkim przyzwyczaić do faktu, że Juan już nie będzie grał każdego meczu, bo kadra jest dużo szersza i na pewno Mou nie będzie chciał go zajeździć tak, jak to było w zeszłym sezonie. Dla mnie to zrozumiałe i, co więcej, absolutnie sensowne. Po co ta afera?

8. Gdzie jest mój John Terry, Mou, bo się chyba pogniewamy?
Znowu muszę powiedzieć, że rozumiem rotację itd., ale serce mi krwawi na Chelsea bez kapitana, tym  bardziej, że nigdy nie zapałałam wielką miłością do Davida Luiza. Oczywiście, lubię go, każdy fan Chelsea go lubi, ale ja tą sympatią pałam tylko do jego osoby pozaboiskowej. Mam parę powodów, żeby nie lubić go na boisku i z największą chęcią oglądam duet Terry - Cahill jako środkowych obrońców.

Uh, i to chyba wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat.
Dajmy trochę zaufania Mourinho, Terry'ego do pierwszego składu i wygrajmy z Fullham, KTBFFH!



PS. Czy ktoś oglądał konferencję prasową Mourinho przed meczem z Basel? Była epicka. Porównania drużyny do jajek, stwierdzenie, że żona nie jest zazdrosna o Chelsea i spięcie z dziennikarzem, czyli Mou w najwyższej formie.


sobota, 7 września 2013

Trochę o setnym meczu Philippa Lahma w reprezentacji

Ja wiem, że wczoraj większość z polskich kibiców była zajęta przeżywaniem kolejnej traumy związanej z meczem reprezentacji własnego kraju i prawdopodobnie nie chce słyszeć, że Niemcy mają szansę zakwalifikować się do Mundialu już w następny wtorek, ale cóż - tak jest, a o wczorajszym meczu trzeba napisać, bo w większości był piękny.

I bardzo dobrze, że był piękny, bo właśnie taki miał być - specjalnie dla naszego (z góry proszę o wybaczenie tego 'naszego' itd., ale od najmłodszych lat utożsamiam się z tą reprezentacją i przychodzi mi to automatycznie) kapitana, który rozgrywał swój setny mecz w reprezentacji.
Setny, już? Jak ten czas szybko leci, tym bardziej w futbolu.

Ale zacznijmy od początku, bo niemiecka prasa poświęcała temu tematowi uwagę już parę dni przed meczem. Tak więc został przeprowadzony wywiad z mamą Philippa, z samym Philippem, Bastian pisał list do Philippa na łamach gazety, a Thomas Müller wraz z Philippem bardzo dobrze bawili się podczas konferencji prasowej dotyczącej głównie...Philippa. (Powtórzenia są zamierzone, przy ilu meczach reprezentacji czy Bayernu można powiedzieć, że Lahm był w centrum uwagi? No więc korzystam z okazji)
Nie będę tłumaczyć całych wywiadów, bo w większości są za długie, więc wybiorę wg. mnie najciekawsze wypowiedzi.

Zaczynając od wywiadu z mamą Lahma, Danielą. Artykuł nosi tytuł "Absolutnie pewny siebie, nawet przy zmienianiu pieluch", co już nam trochę mówi o treści.
Najpierw czytamy, że mama Philippa dowiedziała się o rocznicy z gazet, bo syn jej o tym nie wspomniał i że, oczywiście, rodzina się na mecz wybiera. Kolejne pytania dotyczą już nie tylko jubileuszu.

AZ: Czy dzwonicie do siebie przed meczami takimi jak w piątek?
- Nie, w dzień meczu piszemy sobie wiadomości, zawsze takie same. Ja piszę krótkie i słodkie "Alles Gute!", on odpowiada "Merci!". Kiedy Philipp jest z nami w domu, rzadko rozmawiamy o piłce nożnej, to nie jest temat do rozmowy, mówimy częściej o jego siostrze, Melanie, i o rodzinie. Tak więc, dom jest jego idealnym światem, pomaga mu się zrelaksować.

AZ: Urodziła się pani w Monachium. Stąd mecz przeciwko Austrii musi być czymś specjalnym dla pani rodziny?
- Tak! Bez wątpienia musimy wygrać z Austrią. Zawsze powtarzam: " Niech Austriacy odnoszą sukcesy w narciarstwie, i tak są w tym lepsi, a my w piłce nożnej!"

Następnie mama opowiada o tym, jakim ojcem jest Lahm (wspaniałym, pewnym siebie nawet przy zmienianiu pieluch..na co dziwnie się jej patrzy, bo dla matki syn zawsze pozostanie małym chłopcem), potem rozmowa przenosi się na sukcesy.

AZ: Pani również zdobyła tytuł w maju.
- (śmiech) Tak, to prawda. Powiedziałam wszystkim, że nie powinni mnie więcej nazywać "mamą kapitana", a zamiast tego "mamą zdobywcy trypletu". Działało to tylko przez dwa dni. Ale jako mama, jesteś zadowolona z każdego dziecka, to oczywiste.

AZ: Pani córka Melanie pracuje jako oficer policji do spraw nieletnich i jest odpowiedzialna za gminę Neuhausen.
- To bardzo wygodne dla naszego klubu, FT Gern. Teraz dzieci nie mogą się źle zachowywać w naszym sąsiedztwie. Inaczej będą miały ze mną do czynienia w klubie, a z Melanie poza nim. (śmiech) Jestem także dumna z jej córki, która ma obecnie dwa lata, tak samo jak jestem z Juliana. Rodzina toczy się dalej. Jako rodzice, ponad wszystko chcesz żeby twoje dzieci były szczęśliwe.

Bardzo przyjemny wywiad, a pani Lahm wydaje się sympatyczną osobą. Poza tym to 'merci' - całkowicie urocze.

Z samym Philippem za to przeprowadziła wywiad oficjalna strona reprezentacji.


To jest zdjęcie Philippa z dnia jego debiutu w reprezentacji w 2004.

Pierwsze pytanie oczywiście dotyczy wczorajszego meczu.

DFB.de :Rozegrasz swój setny mecz w reprezentacji w Monachium w ten piątek. Co to dla ciebie znaczy?
- To wspaniały krok milowy i coś bardzo specjalnego, chociaż muszę powiedzieć, że liczba 100 nigdy nie była celem nad którym świadomie pracowałbym przez lata. Jako zawodnika, określona liczba występów nie jest jedną z twoich ambicji, ale rzeczywiście jest to coś bardzo dobrego. Kiedy patrzysz w przeszłość i widzisz jak wiele niesamowitych zawodników nie zagrało stu meczy, Gerd Müller albo Uwe Seeler na przykład, zdajesz sobie sprawę, że to z pewnością specjalnie, kiedy sam to osiągasz.

DFB.de: Wiesz, kto jest jeszcze przed Tobą w rankingu wszech czasów?
-Niedokładnie, ale wiem w przybliżeniu, że jestem porównywany do naprawdę wspaniałych niemieckich piłkarzy. Na przykład, zdaję sobie sprawę, że Franz Beckenbauer wygrał ponad 100 meczy, a Lothar Matthäus rozegrał najwięcej spotkań.

Następnie panowie wspominają historię - pierwsze powołanie, mecz, atmosferę i sytuację w szatni etc. Philipp wspomina że miał dużo wsparcia kiedy wszedł do drużyny i nie czuł się odrzucony.

DFB.de: Jak ważny jest taki rodzaj wsparcia, kiedy dopiero co wchodzisz do drużyny? Czy teraz, jako kapitan, specjalnie się starasz pomóc nowym zawodnikom szybko się zaaklimatyzować?
- Z pewnością patrzę na wszystko. Ale nie ma porównania między sytuacją teraz a w 2004. Wtedy skład był pełen starszych zawodników, a nie było na przykład graczy których znałem z drużyn juniorskich, więc byłem zadowolony, że nie byłem jedynym zawodnikiem z VfB. Patrząc na reprezentację w 2013 - tylko popatrz ile mamy młodych piłkarzy - i większość z nich zna siebie nawzajem z reprezentacji juniorskich, albo z klubów. Więc zaaklimatyzowanie się praktycznie nigdy nie jest problemem.

DFB.de: Wiesz, jaki jest twój osobisty rekord? Ile z 99 meczy zakończyło się wygraną, ile było przegranych i remisów?
- Żeby być całkowicie szczerym, nie mam pojęcia.

DFB.de: A jeśli miałbyś zgadnąć..
- Wow, to trudne. Ale jestem pewien, że bezpiecznie byłoby powiedzieć, że jest to bardzo pozytywny rekord (śmiech). Więc powiedz mi!

DFB.de: 71 wygranych, 15 remisów i 13 przegranych. Na pewno satysfakcjonujące?
- Na pewno nie brzmi to tragicznie (śmiech) Ale nie sądzę, żeby liczby same w sobie były istotne. W końcu decydującym czynnikiem nie jest to, ile meczy wygrasz, ale to, czy wygrywasz te najważniejsze. Jeżeli patrzysz na rekord zawodnika, nie powinieneś patrzeć na liczbę wygranych, a skoncentrować się na wynikach z najważniejszych turniejów. To się liczy. Jak często on grał w półfinałach? Jak często uczestniczył w finale? Jeśli spojrzeć na to, gdzie zaszliśmy od 2004 roku, mogę być całkowicie usatysfakcjonowany w tym zakresie. Od 2006 roku w najgorszym razie kończyliśmy turniej na półfinale i nie jest to powód do wstydu, chociaż oczywiście bylibyśmy zachwyceni gdybyśmy zrobili decydujący krok.

DFB.de: Po każdym meczu jesteś nagradzany medalem od DFB. Co robisz z nimi wszystkimi?
- Trzymam je wszystkie w gablocie w naszym domowym biurze.

DFB.de: A opaski kapitańskie?
-One nie należą bezpośrednio do mnie. Dostaję jedną przed każdym meczem od Thomasa Mai, naszego człowieka od strojów, jednakże zawsze zatrzymuję jedną na pamiątkę po każdym dużym turnieju.

Następnie Philipp mówi o eliminacjach do Mundialu i o tym, że Austrię trzeba pokonać.

DFB.de:  Nic mniej, bo inaczej kapitan byłby bardzo zły za zepsucie mu jego wieczoru.
- Coś w tym stylu (śmiech). I powiem to jasno zawodnikom przed meczem.

Jestem pewna, że gdyby Philipp chciał zatrzymywać wszystkie opaski kapitańskie, nikt by mu nie zabronił. W końcu John Terry tak robi.

Konferencja prasowa była bardzo przyjemna. Niemiecka prasa nawet napisała, że jeszcze nigdy kapitan reprezentacji Niemiec nie był tak rozluźniony i uśmiechnięty podczas spotkania z reporterami.Wyczuwam tu wpływ Thomasa Müllera. Z najciekawszych rzeczy można wspomnieć,że wg. Thomasa Philipp wyobraża sobie siebie jako trenera po zakończeniu kariery jako zawodnik, a panowie śmiali się ze wszystkiego, włącznie z liczbą goli zdobytych przez Fipsa w reprezentacji (5).



Tu za to mamy list Bastiana:


(Pozwolę sobie na chwilę lenistwa i wkleję tłumaczenie angielskie, mam już dość tłumaczenia :D)

"Dear Philipp,

You are one of my oldest football buddies and we’ve been good friends for many years. In the Bayern A youth, we won the championship in 2002. On top of that, we won the CL this year. Today, in your home city of Munich, you will play your 100th match for Germany NT. For this, I want to congratulate you. You are not only a great captain for Bayern but also for Germany. (…) Last season we won that big international trophy in London, something we could only dream of 11 years ago in the A youth team. I see this triumph as the stepping stone for further international trophies in the future. Maybe even winning the World Cup next year. I will fully support you and the team from the stands and I hope for a win in your anniversary match against Austria. When I’ve recovered from my injury I too hope to increase my NT tally from 98 to 100 like yourself. You’ll then be able to tell me what it feels like.

I wish you all the best,

Basti.”

Ta dwójka wykańcza mnie ostatnio. :')

Tak więc, po paru dniach wyczekiwania, przywdziałam wczoraj wieczorem moją koszulkę Niemiec i włączyłam komputer. Przygotowałam również chusteczki, ale jakimś cudem obyło się wczoraj bez płaczu haha.

Allianz Arena wyglądała prześlicznie.


Philipp dostał nagrodę.


Mesut nadal miał ból w oczach po odejściu z Realu Madryt, a ja czułam ból w sercu patrząc na niego. Brr.


Miro Klose wyrównał rekord Gerda Müllera w ilości strzelonych w reprezentacji goli - 68.


Philipp w dniu swojego jubileuszu postanowił zmienić zawód i zostać medykiem.


Jupp Heynckes wybrał się w międzyczasie na randkę spotkanie z Pepem Guardiolą.


Marco Reus przemienił się w nową wersję Jose Mourinho.


Skończyło się na 3:0, zarówno Miro, jak i Toni z Thomasem strzelili swoje firmowe gole, a Niemcy są już bardzo blisko awansu na Mundial.
Philipp wszedł do klubu 100 meczy. A jeszcze niedawno wszystko wyglądało tak..


Za dużo emocji. :')

czwartek, 8 sierpnia 2013

Real Madryt - Chelsea aka nienawiść, wojna i reszta rzeczy NIEtowarzyskich.

Przygotowania do sezonu - turniej meczów towarzyskich..finał: Real - Chelsea, rozdmuchany przez prasę tak, jakby chodziło o finał Ligi Mistrzów - czyli dramatu zabraknąć nie mogło, a ja głupia miałam nadzieję.
Jestem naiwna, i to nawet bardzo. Jak mogłam liczyć na to, że po odejściu Mourinho z Realu niektórzy madridistas przestaną go nienawidzić, a przynajmniej zaprzestaną okazywania tego?
Szczerze mówiąc, prasa nie musiała tego zbytnio tego rozdmuchiwać, kibice zrobili to sami - oczywiście kibice Realu, wątpię żeby jakikolwiek supporter Chelsea podszedł do tego tak, jak zrobili to niektórzy (ciągle powtarzam to niektórzy, a może powinnam pisać większość?) madridiści.
Cóż, ja nie wiedziałam, że w meczach towarzyskich - nie, w ogóle w całej piłce nożnej - chodzi o zemstę i upokorzenie kogoś. Najwyraźniej jeszcze mało wiem.
(Osobną kwestią jest oczywiście to, że fani Realu nie mają za co się mścić na Mourinho. Chyba że za to, iż podejmował trenerskie decyzje - co było jego pracą - albo za to, że jest sobą, szczerym aż do bólu. Chyba właśnie dlatego Mou rozpoczął swoją pracę w Realu słowami 'Jestem José Mourinho i nie zmieniam się. Przychodzę z moimi wadami i zaletami.' Najwyraźniej niektórzy większość tego nie zrozumiała.)
Więc, zaczęło się tak:


Taaaaaak. Czy ja mogę pozostawić to bez komentarza?

Potem niestety doszedł ten niefortunny wywiad José dla ESPN w którym powiedział, że w wieku trzydziestu lat trenował 'prawdziwego' Ronaldo, co natychmiast odebrano jako obrażanie Cristiano i co jest tak głupie, że aż mi się chce płakać. Oczywiście, samo słowo było nietrafne, mógł powiedzieć brazylijskiego albo nawet starego, grubego, z dziurą między zębami, nieważne, powiedział jak powiedział.
Ale. Po pierwsze, to nie on wymyślił to określenie. Ile razy słyszałam komentatora mówiącego o prawdziwym Ronaldo? Nawet moja mama parę razy go tak określiła, mimo, że jest fanką CR7.
Po drugie. Nawet jeżeli Mourinho uważa, iż brazylijski Ronaldo był lepszym piłkarzem niż Cristiano jest, to ma do tego pełne prawo. W końcu umiejętności nie można było mu odmówić.
Po trzecie. Czy naprawdę jeden z największych obrońców Cristiano w ciągu ostatnich lat, człowiek, który powiedział, że CR7 jet najlepszym zawodnikiem we wszechświecie, naprawdę nagle zacząłby zaprzeczać samemu sobie? Nagle przestałoby się dla niego liczyć, że włożył trzy lata pracy w to, żeby Ronaldo stał się jeszcze lepszy?
Po czwarte, to idiotyczne, że facet mówiący nie w swoim pierwszym języku, musi uważać, żeby każde jego słowo było odpowiednie i idealnie pasujące, aby nikogo nie urazić. Zresztą, wszyscy wiemy, że to nie jest styl bycia Mourinho - Nikogo nie urazić? Phi - on jest wręcz agresywnie szczery, poza tym lubi prowokować. Jednak to nie była jedna z jego wypowiedzi deprymujących przeciwnika przed spotkaniem, bo mecz był przecież o pietruszkę - po prostu użył nieodpowiedniego słowa, tyle. I to należało tak rozdmuchać?
 [EDIT, nowe wiadomości] Po piąte i najważniejsze, w słowach Mou:
This whole thing about my recent comments has been pushed up by the Spanish media. I have said “the real Ronaldo”, because he was the first. If you ask me who is the real Müller, whether Gerd Müller or Thomas Müller, I’d say the first one. For me he is the first, because he is the elder, simple as that. 
I have celebrated many goals with Cristiano back in Madrid. I will keep them in my memory and I hope for him to score many in the future too. I have no problem with saying that I hope that Madrid will win La Liga this season and that he will be the one cheering many goals in the league to help Madrid bring home the championship. Ronaldo has already scored goals all his life. So it’s no big news that he has done so today.
I wish Madrid all the best.

Za to o tych wypowiedziach:

Głośno nie mówił nikt. Po co wspominać, że Mourinho nazywa Real i zawodników fantastycznymi i specjalnymi, a granie przeciwko nim najlepszym, co się mogło zdarzyć, skoro można skupić się na tym, że brazylijskiego Ronaldo nazwał prawdziwym?

W tej całej sytuacji najbardziej bawiło mnie święte oburzenie kibiców Realu - no bo jak on może się źle wypowiadać o swoim byłym klubie? Dupek!
Cóż, traktuj innych dobrze, a sam zostaniesz dobrze potraktowany.
O swoich wcześniejszych klubach Mou nigdy nie wypowiadał się źle - ale one robiły to samo.
A Mourinho nie powiedział jeszcze nic, co mogłoby mu zrekompensować te pół roku w Realu w trakcie którego nieustannie był obrażany i obwiniany za wszystko. I wydaje mi się, że akurat on nie chce się na nikim odgrywać, tylko ruszyć dalej, zostawić za sobą Real i zacząć wygrywać z Chelsea. To pewni madridistas nie mogą się jeszcze otrząsnąć z poprzedniego sezonu.

Cóż, nadszedł czas meczu. Zwykle moje równanie jest proste: Real > Chelsea = Bayern. Ale na ten wczorajszy patrzyłam naprawdę obojętnie, chciałam tylko, żeby nie było dramatów i żeby Cristiano nie strzelił gola. Wiem, to głupie, ale wiedziałam, co stanie się później, jeśli Cris wpisze się na listę strzelców - Cristiano pokazuje Mourinho, kto jest prawdziwym Ronaldo; Mourinho upokorzony itd.
Samo spotkanie w pierwszej połowie wyglądało jak finał Ligi Mistrzów - nie będę się o nim rozpisywać - była 4 nad ranem i niektóre szczegóły mogły mi umknąć. Skończyło się na 3:1 dla Realu, dwóch golach Cristiano, których celebracja wg. prasy miała być skierowana do Mourinho.
Madridistas dobrze się bawili w trakcie skandując 'Iker, Iker' albo machając transparentami w tym stylu..


 Cris po meczu stwierdził, że nie obchodzą go inni ludzie (tj. Mou) i jako, że było po piątej, miałam dość i wyłączyłam stream.
Niestety zdążyłam jeszcze sprawdzić tumblra - i to był prawdopodobnie moment, w którym moja cierpliwość się skończyła.







Cóż, w trakcie sezonu miałam wiele cierpliwości i ignorowałam takie posty - ale teraz przestałam obserwować większość blogów związanych z Realem Madryt.
Ale mam już tego dość i teraz czekam tylko na rozpoczęcie sezonu, żeby znowu poczuć, jak to jest wspierać Real w meczu o punkty - bo jak na razie jestem zmęczona byciem kibicem tego klubu, jego kibicami i w ogóle wszystkim.
Jestem naiwna i od zawsze wierzę w futbol bez nienawiści - staram się nikogo ani niczego nie nienawidzić. Staram się zawsze szanować przeciwnika i kibiców innych drużyn.
I przez to nie mogę znieść, jak kibice Realu nie szanują Mourinho, któremu w dodatku wiele zawdzięczają - on jest odpowiedzialny za to, jak wygląda teraz ta drużyna - on sprowadził Ozila, Di Marię, Khedirę, Modrica itd. Gdyby nie on, Real nie wygrałby tego Guiness Cup, bo to Mou jest odpowiedzialny za zorganizowanie tegorocznego presezonowego touru Realu.

Cóż, to był przykład na to, jak nie powinien wyglądać mecz towarzyski.
Chyba gdzieś zgubiłam puentę tego wpisu.
Może jest taka, że nienawidzę dramatów i kocham José Mourinho.

niedziela, 28 lipca 2013

Pep Guardiola: analiza działań (głównie przez pryzmat meczu z Dortmundem)

Czyli moje trzy grosze co do aktualnej sytuacji w Bayernie Monachium.

Przygotowania Bayernu do nowego sezonu są tymi, które śledzę najpilniej. Po części dlatego, że Bundesliga zaczyna się najwcześniej, ale w znaczącej części z chęci zrozumienia tego fenomenu, jakim ponoć jest Pep Guardiola. Ancelotti jest mi znany, co do Mourinho nie mam żadnych obaw - ale z Pepem..zawsze byłam po przeciwnej stronie barykady.

Muszę stwierdzić, że całościowo przygotowania do tej pory wyglądały bardzo dobrze.
Może o tym świadczyć statystyka sprzed meczu o Superpuchar - mianowicie 11 bramek strzelonych, 1 stracona, a to tylko w trzech ostatnich meczach - w tym z Barceloną.

W związku z wynikami, z zainteresowaniem przyglądałam się temu, co działo się ze składem.
Oczywiście, najwyraźniejszą zmianą był transfer Thiago z Barcelony, który automatycznie wskoczył do pierwszej jedenastki. Wobec nieobecności Schweinsteigera wydawało się logiczne, że nowy zawodnik na jego pozycji tymczasowo zapełni lukę na wolnym miejscu - jedynym miejscu jak się okazało.
Bo otóż Guardiola postanowił grać ustawieniem 4-1-4-1, w dodatku przez większość czasu bez typowego napastnika.
Tego ostatniego się spodziewałam - transfer Götze był wystarczająco wyraźnym sygnałem, jako że Mario zdarzało się grać (głównie w reprezentacji) na pozycji fałszywej dziewiątki. Zresztą, Guardiola słynie wręcz z omijania typowych napastników. 
Może dlatego Gomez wyczuł pismo nosem i szybciutko przeniósł się do Fiorentiny.
Jako że Mario jeszcze zmaga się z kontuzją, funkcję najbardziej wysuniętego zawodnika pełnił jak na razie Thomas Müller.

Co do samego ustawienia. Szczerze mówiąc, nie widzę sensu w naprawianiu czegoś, co działa tak dobrze, że aż zdobywa tryplet w zeszłym sezonie - a tak właśnie działało ustawienie 4-2-3-1.
Narzekanie na zakup tak utalentowanego zawodnika jak Thiago byłoby nie na miejscu, jednak warto się zastanowić, czy ten transfer faktycznie był niezbędny
Mi się wydaje, że Pep narusza w tym momencie jeden z kluczy do sukcesu Bayernu w poprzednim sezonie - a mianowicie dwójki Schweinsteiger - Martinez.
Javi był zdecydowanie najlepszym transferem Bayernu w zeszłym sezonie, a ważność tego zakupu i jego wpływ na całą drużynę był wielokrotnie podkreślany przez wszystkich, włącznie z kapitanem Philippem Lahmem, który mówił, że Martinez daje zespołowi stabilność. (x)
O samym Schweinsteigerze nie będę wspominać - to serce i dusza Bayernu, a jego wzajemne rozumienie z Javi'm dało, moim zdaniem, najlepszą na świecie defensywną dwójkę w ubiegłym sezonie.
Nie rozumiem w jaki sposób Bayernowi mogłoby wyjść na dobre zrezygnowanie z tego duetu i zastąpienie go samym Thiago.

Teraz trochę o samej rotacji składem przed meczem z Dortmundem.
Tutaj mamy trzy wyjściowe składy:

Telekom Cup

Bayern - Hamburger 4:0
Starke -
Lahm, Boateng, Van Buyten, Alaba -
Thiago -
Kroos, Pizarro, Ribéry, Shaqiri -
Mandzukic

Bayern - M'Gladbach  5:1
Starke -
Rafinha, Boateng, Van Buyten, Contento -
Thiago -
Robben, Lahm, Kroos, Ribéry -
Müller

Uli Hoeneß Cup 

Bayern - Barcelona 2:0
Neuer -
Rafinha, Boateng, Dante, Alaba -
Thiago-
Robben, Lahm, Kroos, Ribéry -
Müller

W pierwszym meczu z Hamburgiem jedynym eksperymentem było wprowadzenie nowego ustawienia, z nominalnym napastnikiem na szpicy i był to eksperyment udany.
W kolejnych meczach Pep się nam rozszalał - i zajął się wywoływaniem szoku na mojej twarzy, bo ponownie zagrał Lahmem w środku pola.
Muszę przyznać, budziło to we mnie sprzeczne emocje - skoro masz jednego z najlepszych obrońców na świecie, to po co go wystawiać jako pomocnika - jednak to w końcu presezon, a Philipp na nowej pozycji grał bardzo dobrze (w trzech meczach strzelił trzy gole!), no i podarował nam to cudeńko:


Przygotowania do sezonu są również czasem na pokazanie się zawodnikom rezerwowym.
Guardiola upatrzył sobie dwóch, którzy grali w każdym meczu - mianowicie Starke i van Buytena (z Barceloną wyszedł Neuer, ale został szybko zmieniony, tak samo jak Dante). Po meczu z BVB prawdopodobnie upodobanie do tych dwóch zawodników Pepowi prędko przejdzie.

Oprócz zmian w składzie widoczna była zmiana w sposobie gry Bayernu. Po pierwsze, nie było żadnych długich podań. Bramkarz nie wykopywał daleko piłki; wszystko należało rozegrać. (Może to nasunąć skojarzenia z Barceloną..)

Osoby, które widziały mecz z Dortmundem mogą być zdziwione czytając ostatni akapit - tak samo jak zdziwiona byłam ja, oglądając mecz. Tak więc przejdźmy do niego.

Superpuchar Niemiec

Bayern - Borussia Dortmund 2:4
Starke -
Lahm, Boateng, Van Buyten, Alaba -
Thiago -
Robben, Müller, Kroos, Shaqiri -
Mandzukic

Oczywiście, Starke i Shaqiri grali tylko dlatego, że kontuzja wyeliminowała Neuera i Ribéry'ego. Lahm wrócił na swoją nominalną pozycję, pojawił się napastnik. Pozostało jedynie ustawienie 4-1-4-1 i van Buyten. O ile tego pierwszego można było się spodziewać, to drugiego niekoniecznie. Z całą sympatią dla van Buytena, ale facet ma już swoje najlepsze lata za sobą, a Dante nie zaszkodziłoby zagranie w jakimś meczu.
Do straty gola w 6 minucie w ogóle nie powinno dojść. Na początku w ogóle byłam święcie przekonana, że Lewandowski w momencie otrzymania piłki był na spalonym - i powinien być. I byłby, gdyby van Buyten nie cofał się spod bramki z trzydzieści sekund. No ale każdemu może się zdarzyć nietrzymanie linii spalonego (powiedzmy)..jednak przeszkadzanie bramkarzowi w interwencji tuż po popełnionym przez siebie błędzie jest karygodne.
Marco Reus strzelił, a ja przez następne dziesięć minut zastanawiałam się, kiedy ostatnio Bayern jako pierwszy stracił gola. Nie pamiętam.

Nie mogę powiedzieć, że to ustawienie nie działa - to był dopiero pierwszy poważny mecz w sezonie.
Jednak gra Bayernu w pierwszej połowie to był chaos - i to w dodatku bardzo nieefektowny. Widziałam już złe mecze w wykonaniu tej drużyny, i to sporo, ale rzadko bywało tak, że mimo dużego posiadania piłki nie tworzyła sobie żadnych stuprocentowych sytuacji.
Widoczny był brak Francka Ribéry - Shaqiri, mimo niewątpliwych umiejętności, nie jest w stanie napędzać gry przez cały czas, poza tym nie jest tak inteligentnym zawodnikiem jak Franck.
Brakowało również dobrego połączenia obrony z atakiem - i tutaj wracamy do kwestii Thiago, który wczoraj nie błyszczał i któremu brakuje jeszcze zrozumienia z drużyną.
Mandzukić się również wczoraj nie popisał, więcej się mijał z piłką niż nią grał. (Czy tylko mnie irytowało zachowanie komentatora na Eurosporcie, który za cel wziął sobie nazywanie Mario arogantem i udowadnianie, że Gomez był lepszym zawodnikiem dla Bayernu?)

Najlepszymi zawodnikami po stronie Bayernu byli Philipp Lahm i Arjen Robben ( o czym świadczą dwie asysty Philippa i dwa gole Arjena). Swoją drogą, Arjen Robben niedługo zacznie się śnić kibicom Dortmundu w najgorszych koszmarach. :D


Po wyrównaniu na 1-1 byłam święcie przekonana, że Bayern może to jeszcze wygrać, ale tym przekonaniem zachwiał van Buyten jakąś minutę później, strzelając bramkę samobójczą po pierwszej akcji Dortmundu po stracie gola. Przekonania pozbawił mnie kolejną minutę później Ilkay Gündogan.

Ale przejdźmy do sposobu gry Bayernu i decyzji trenerskich.
Jak wspomniałam, w poprzednich trzech meczach Bayern starał się rozgrywać każdą akcję, więc byłam niezmiernie zdziwiona, kiedy zobaczyłam, że w meczu z Dortmundem wrócił do długich podań, wykopywania piłki przez bramkarza etc.
Nie wyobrażam sobie, że trener przetestowywał nowy sposób gry, a na czas walki o Superpuchar kazał wrócić do starego stylu, więc pewnie zespół w ważniejszym meczu po prostu nie umiał dobrze wypełnić zaleceń trenera.
Jednak nie do końca rozumiem sensowność zmian przeprowadzonych przez Guardiolę w trakcie meczu.
Kiedy goni się wynik, nie wstawia się raczej zawodnika defensywnego na miejsce ofensywnego. Ok, mówiłam o braku komunikacji obrony z atakiem, jednak wystawienie Schweinsteigera, w sytuacji, kiedy dopiero dowiedzieliśmy się, że jego rekonwalescencja się przedłuży i powinno się na niego chuchać, żeby sobie nie pogorszył kontuzji, wydaje mi się nieodpowiedzialne. Tym bardziej, że żaden piłkarz nie będzie grać dobrze zmagając się z kontuzją, nawet jeżeli to Bastian Schweinsteiger.
A wprowadzenie Dante na ofensywną pozycję to w ogóle była jakaś magia.

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - Pep zna już teraz sposób gry Dortmundu i na pewno wyciągnie wnioski ze wczorajszego meczu.
A całościowo jego dotychczasową pracę oceniam pozytywnie i nawet zdążyłam go już polubić, więc z niecierpliwością wyczekuję rozpoczęcia nowego sezonu.
Mam jednak nadzieję, że Bayern wróci do gry dwójką defensywnych pomocników. I nie zmieni drastycznie swojego stylu gry.
Obawiam się, że w innym przypadku eksperyment 'Pep Guardiola' może nie wypalić. Oby tak się nie stało.

PS. Co prawda przegraliśmy, ale te zdjęcie tego paszczura Reusa może trochę mi to wynagrodzić.


PPS. Styl trenowania ala Pep Guardiola always fine.


PPPS. Klopp: Chcę być nowym Mourinho dla Guardioli.
Bitch please.