Real Madryt - Atletico Madryt 1:2 w finale Pucharu Króla.
Czyli jak szanse na uratowanie sezonu legły w gruzach.
A tak byliśmy pewni tego pucharu...
Bo w końcu Atletico nie wygrało z nami od 14 lat, bo nie przegraliśmy od 43 meczy na Santiago Bernabeu, no bo to przecież niemożliwe, że przegramy z Atleti..
Cóż, akurat ten sezon pokazał, że wszystko jest możliwe.
Mecz zaczął się na naszą korzyść, chociaż pierwsze dziesięć minut nie obfitowało w sytuacje. Chwilę później jednak - w 14 minucie - Cristiano wpisał się na listę strzelców i nic nie zapowiadało tragedii. Wydawało się, że Atletico straciło rezon po utracie gola i Real małymi, ale pewnymi krokami, zbliża się do trofeum.
No ale, zespół się rozluźnił i oddał inicjatywę Atleti, z czego oni skorzystali - i tak, po wspaniałej (trzeba mu to przyznać) akcji Falcao piłkę do siatki Królewskich wpakował Diego Costa.
Oczywiście, teraz wylewa się wiadro pomyj na głowę Diego Lopeza, 'bo Casillas by to obronił, jest niższy, byłby tam szybciej bla bla bla'. Może faktycznie reakcja Diego była lekko spóźniona, ale naprawdę, darujmy sobie już to "co by było gdyby Casillas..". Zresztą, wszyscy widzieliśmy reakcję Lopeza, nie był z siebie zadowolony.
Po golu Real zaatakował ze zdwojoną siłą, ale słupek przeszkodził nam po raz pierwszy. Nie ostatni, niestety.
Cóż, na przerwę zeszliśmy z wynikiem remisowym, ale jeszcze nie było aż takich powodów do zmartwień..w końcu w tym sezonie gole tracimy regularnie, rzadko gramy na zero z tyłu i często zdarzało nam się odrabiać straty, z pozytywnym rezultatem.
Po zamianie stron Real atakował, miał przewagę i był stroną lepszą, ale Atletico znowu miało szczęście, a słupki znowu były przeciwko nam, no i Courtois bronił genialnie.(dobitka Mesuta, słupek Cristiano..)
A później to sędzia zaczął swoje party, zaczynając od odesłania José Mourinho na trybuny. Wiadomo, lepiej być nie mogło, finał bez trenera, z dużym prawdopodobieństwem dogrywki, nie ma komu kierować drużyną..
Tak więc nastał chaos. Karanka i Rui wyglądali na tej ławce trenerskiej jak osierocone dzieci, żółte kartki zaczęły się sypać, no i w końcu doszło to tej dogrywki.
No i w jej ósmej minucie Atletico wyszło na prowadzenie. (Łzy były wszędzie)
Potem jeszcze Pipita miał okazję, Mesut też (Courtois odstawił paradę sezonu)...a następnie Cristiano, którego nerwy nie wytrzymywały od dłuższego czasu, chciał kopnąć w twarz Gabiego.
Chciał. Gabi odstawił performance na Oscara, no ale CR7 obejrzał czerwoną kartkę. Ławki chciały się bić, bramkarz Atleti dostał czymś z trybun, a potem ten koszmar dobiegł końca i można było iść skakać z mostu.
To by było na tyle o tym meczu.
Cristiano podsumował go najlepiej:
Porque, porque, porque.
Który to już raz w tym sezonie, kiedy patrzenie na pomeczowe zdjęcia po prostu sprawiają ból?
A to tak bardzo przypomina mi Euro, że aż boli podwójnie:
Mou na konferencji prasowej powiedział, że nie sądzi, żeby Atletico zasłużyło na wygraną, ale to oni wygrali. Bardzo dobrze podsumowuje to nasz brak szczęścia w tym sezonie.
2:0 z Dortmundem i brak czasu; teraz aż 3 słupki, które powinny być golami; przegrana w meczu po samobójczym golu Cristiano; kontuzje, kontuzje..i można wymieniać tak długo, pech w tym sezonie prześladuje nas koszmarnie.
Przegrana ta boli mnie również ze względu na José. Zależało mi, żebyśmy wygrali ten puchar, aby nie psuć mu statystyki, bo od czasu, kiedy prowadził Porto (!) jeszcze nie było sezonu, w którym nie wygrałby chociaż jednego trofeum. Cóż, nie udało się; już powiedział, że to najgorszy sezon w jego karierze i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się zgodzić.
Pozostając w temacie Mou - tak, oczywiście, to jest wszystko jego wina. Jego i tylko jego. Epidemia dżumy w średniowieczu to też była jego wina, potop szwedzki również, no i wszystkie przegrane Niemców od '96 też zawdzięczamy jemu. URGH.
Dobra, nie mówmy, że jest całkowicie bez winy, odpowiedzialność za nieudany sezon ponosi cała drużyna, ale, przepraszam, co on mógł wczoraj zrobić?
Najbardziej denerwują mnie zarzuty, że Mourinho nie szanuje Realu Madryt, no szewska pasja mnie bierze jak to słyszę. Ale wykraczam już poza temat, o Mou miałam milczeć dopóki nie dowiemy się jaką decyzję o jego przyszłości podjął on sam i klub.
No ale trzeba spuścić zasłonę niepamięci na większość tego sezonu i zacząć myśleć o następnym.
O zakupie ofensywnego prawego obrońcy, przede wszystkim.
A jeżeli Mou zostanie, to możemy być pewni, że na pewno będzie lepiej. Bo nikt nie może mu odmówić ambicji; będzie chciał wygrać wszystko, co możliwe. Zresztą, jak zwykle.
I może skończymy tak jak Bayern, który w zeszłym sezonie przegrał wszystko, a teraz ma szanse na potrójną koronę.
Jak powiedział Sergio, 'musimy mieć entuzjazm i ambicję na następny sezon.'
Hala Madrid!
Ach, jeszcze na marginesie, trochę marudzenia na TVP.
Nasza telewizja publiczna mocno sobie nagrabiła u mnie w tym sezonie. Jak tu człowieku masz płacić abonament, skoro nie możesz zobaczyć początku transmisji, kiedy piłkarze wychodzą z tuneli itd., bo musisz oglądać reklamy. Jak ja mam im płacić abonament, skoro w momencie zakończenia meczu, kiedy każdy chciałby zobaczyć celebracje/płacz swojej drużyny i wręczenie medali, oni przełączają się do jakiegoś pożalsięboże studia, w którym siedzi trzech nadętych bufonów i których opinii o meczu absolutnie nie chcę słuchać? Najgorsze jest to, że robią tak zawsze. Jeszcze do tej pory pamiętam, jak ceremonię zamknięcia polskiego Euro oglądałam na ZDF, bo na TVP1 leciały reklamy. A tak mówią, że telewizja publiczna jest lepsza od komercyjnych - przepraszam, Nsport nigdy się nie spóźnia z transmisją meczu.
Czyste gnojstwo.
Uch, przydałoby się wstawić chociaż jedno ładne zdjęcie wśród tej tragedii..o, jest.
Mou na konferencji prasowej. Jak zawsze piękny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz