czwartek, 2 maja 2013

Cause of death: semifinals

Jak napisać o tym wszystkim, co się wydarzyło w ciągu ostatnich dwóch dni w miarę zwięzły, niehisteryczny i logiczny sposób? Opcja "nie da się" niestety nie istnieje; o czymś takim trzeba napisać.

Nie będę analizować meczu Realu z Borussią - po pierwsze, oglądałam go na streamach, w szpitalu, po lekach nasennych, a od 50- 70 minuty w ogóle Internet mi nie działał. Co prawda obejrzałam go już wczoraj na spokojnie, nagranego, ale nadal wywoływał we mnie zbyt duże nerwy, więc przeleciałam go na przyspieszeniu, skupiając się na ostatnich dwudziestu minutach.
Jedno jest pewne - byliśmy bardzo blisko.
Cóż, już po pierwszym kwadransie Real powinien prowadzić te 3:0. I może strzelać zaczęliśmy zbyt późno.
Mimo to, nie jestem nawet zła - i, oczywiście, jestem dumna.
Po pierwsze - doping dopisał.

I Santiago Bernabeu żyło przez prawie cały mecz. Wybiegając trochę w przód, muszę powiedzieć, że, całe szczęście, lepiej nam to wszystko wypadło niż fanom Barcelony na Camp Nou. Mimo ich efektownej kartonady na początku meczu, ich stadion potem był prawie że martwy. I cichy.

Ale..futbol jest jednak magiczny. Sprawia, że ludzie wierzą w coś, co wydaje się niemożliwe i to wierzą tak mocno, że aż boli. Że byle spełnić marzenie i dokonać niemożliwego są w stanie zrobić wszystko - krzyczeć przez parę godzin, wiwatować, a potem i płakać.

Od pierwszego naszego gola do ostatniej minuty serce waliło mi jak szalone (a trzeba wiedzieć, że w dwa dni po narkozie przez cały dzień ciśnienie miałam 90/60 :D), a potem...cóż, bolało. Nie wiem, czy bardziej niż w poprzednich latach, bo za każdym razem było inaczej, ale bardzo.

I z tego miejsca chciałabym przeprosić Sergio Ramosa, bo mu się ode mnie przeprosiny należą.
Mimo, że bywa irytujący, mimo, że czasem robi głupoty i mimo, że nie podobała mi się jego kapitańska postawa w paru poprzednich meczach, to facet ma serce tam gdzie powinien mieć. I to takie wielkie. I to w odpowiednim, cholernie białym kolorze.
Jak bardzo on mi utrudnił przebrnięcie przez tę porażkę, to ja sama tylko wiem. Ale, Sergio, przepraszam, lo siento.
Jego postawa kapitana była nieskazitelna, a w grę włożył całe swoje serce i nogi. Strzelił drugiego gola i cierpiał chyba najbardziej ze wszystkich po porażce.

Jeszcze mało? No to mamy jego słowa, wypowiedziane do Ikera, jako wytłumaczenie dlaczego płacze.
"Płaczę, bo to ja przegrałem nasz półfinał rok temu i pamiętam, że w tym dniu obiecałem sobie, że sobie tego nie wybaczę, dopóki nie wygram tego pucharu dla Madrytu za rok."
Kurwa, trzeba było się śmiać z faceta rok temu po karnym w niebiosa? Nadal w nim to siedzi i będzie siedziało, a te żarty chyba niczego nie polepszyły. Mimo, że z niektórych sama się śmiałam, to jak teraz pomyślę...

Mimo wszystko, jestem dumna z tego zespołu. Odpadliśmy, ale z klasą, postraszyliśmy rywali, a piłkarze zostawili serca na boisku. Tak można przegrywać. I wiem, że każda porażka wzmacnia nas i prowadzi do upragnionego dziesiątego tytułu.
I mam nadzieję, nie tylko ze względu na moje kibicowskie pragnienia, że Decima nadejdzie szybko. Bo ten zespół, właśnie ten, ta generacja - zasługuje na ten tytuł. Cristiano, Mesut i inni-razem- to takie nagromadzenie talentu i piłkarskich umiejętności, którego ciężko szukać w wielu innych zespołach. Ten zespół, w tym składzie, powinien być w stanie osiągnąć swój cel.

Urgh, ale nie wystarczyło, że ten półfinał pograł sobie z moimi wszystkimi emocjami. Pan Mourinho musiał dołożyć coś od siebie.

Cholera jasna, José, no po prostu szlag no.
Tylko na niego spójrzcie. No płakać mi się chce.
Mimo, że od początku tej całej afery staram się nie wypowiadać, nie oskarżać i biernie czekać na rozstrzygnięcia, nie jestem w stanie przejść obok tego wywiadu obojętnie.
Bo obecnie najgorsze dla mnie jest to, że nie mam zielonego pojęcia, czy chcę, aby on został w Realu. Nie ze względu na Real, oczywiście - jeżeli chodziłoby o samo dobro klubu, cały czas wyglądałabym tak:

Ale, patrząc na dobro samego Mou.. nie dziwię się, że chciałby pójść tam, gdzie go kochają, tam, gdzie chcą, żeby był. On po prostu zasługuje na jak najlepsze traktowanie i bardzo boli mnie, że są ludzie, którzy nie potrafią docenić tego, co dał Realowi. Ale nie idę dalej, nadal pozostaję w zawieszeniu i czekam, co przyniesie los. Jak już wszystko się rozstrzygnie, spiszę to wszystko, co przez te miesiące kłębiło mi się w głowie, jako osobie, która kocha José Mourinho tak bardzo jak sam Real Madryt.
Teraz chciałabym jedynie zacytować jego odpowiedź z konferencji prasowej, na pytanie, czy było warto.
"Every person who is at Real Madrid knows that it has been worthwhile being there, even if it was only for one day, because you can say that you have been the most important club in the world."
...

Przechodząc płynnie do Bayernu.
Piqué twierdzi, że pocieszeniem dla fanów Barcelony może być fakt, że Real Madryt również odpadł z rozgrywek.
Moim zdaniem marne to pocieszenie, tym bardziej jak się przegrywa w dwumeczu 7:0. I jak się strzela gola samobójczego, Pikusiu.
A ja nie mam innego wyboru jak trzymać kciuki za potrójną koronę Bayernu Monachium.
I za ewentualnego gola Philippa Lahma w finale, bo czemu nie. Wczoraj miał dwie sytuacje, może nie stóweczki, ale jakieś tam były.
Ach, no i mam nadzieję, że pani Lahmowa weźmie małego Juliana na mecz finałowy, bo jeszcze go nie widziałam.
Ale...co ja mam tutaj pisać o tym Bayernie? Skoro już wszystko zostało powiedziane w ciągu tego sezonu?
Bayern jest fantastyczny, Bayern miażdży, Bayern nie zna litości, Bayern szykuje się na potrójną koronę..
Arjen strzelił cudownego gola, Thomas to samo, obrona bez zarzutu..
Największa afera to była chyba z tym, że po meczu fan wbiegł na boisko, a piłkarze otoczyli go kółeczkiem, celebrowali z nim, a Ribéry dał mu swoją koszulkę..
 http://www.youtube.com/watch?v=6ce7tPNzL_U ( z nieznanych mi powodów nie mogę dodać tego filmiku)
No i z tym, że Bayern zostawił na Camp Nou Javi'ego Martineza. Tak, naprawdę. Pojechali bez niego.


Co tam Bayernowi..kupić zawodnika za 40 mln euro, a potem go zostawić..:D
No ale miejmy nadzieję, że Javi nie doznał jakichś trwałych uszkodzeń psychiki z tego powodu i ma się dobrze, a przejdźmy do omówienia, jak to fajnie wczoraj było.
Więc.
Manuel Neuer odkrył w sobie niezmierzone pokłady namiętności względem Rafinhii.


Bastian za to przemienił się w modeleczkę.


Thomas Müller..cóż, to Thomas Müller.

Ach, no i czy kiedyś wspominałam, że Philipp Lahm jest najcudowniejszą istotą pod słońcem?



No to wspominam.

Na koniec, człowiek którego kocham zbyt mocno, żeby tego tutaj nie zamieścić, nawet jeżeli gwałci "dumę narodową" Lewandowskiego, którego nigdy nie lubiłam i prawdopodobnie nigdy nie polubię. Chociaż ładnie się zachował po meczu.
Marco, wiem, że Mario odchodzi, ale następnego chłopaka mógłbyś już dobierać lepiej...


Co do finału - AUF GEHT'S BAYERN!

7 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pocieszenie może i marne, tyle tylko że gol samobójczy to był przypadek. Gerard cały mecz prezentował się naprawdę dobrze, tylko brak pomocy i asekuracji ze strony kolegów z obrony doprowadził do sytuacji gdzie próbując wybić piłkę trafia nią do własnej siatki. Szkoda mi go było bardzo, bardziej mnie jego samobójcze trafienie zabolało niż ta porażka na którą Barca sama siebie skazała. Co do tego pocieszenia to myślę że niewłaściwie interpretujemy jego słowa. Kibice Realu wspierali Barcę w rewanżu tak jak Cules wspierali Real w meczu z Borussią, ale chyba żaden kibic nie cieszyłby się w pełni z wygranej LM przez jego odwiecznego rywala. Jest to pocieszenie, marne ale jednak świadomość że drugi, równie mocny klub również się z tymi rozgrywkami pożegnał pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pique, moim zdaniem, grał wczoraj najlepiej z całej Barcy i na początku rzeczywiście było mi go szkoda. Po prostu uważam, że jego wypowiedź jest niefortunna, nawet z punktu widzenia fanów Barcelony. Odpadliśmy, ale Real też, więc nie jest tak źle? Mnie by to nie pocieszyło, no ale może innych faktycznie może...

      Usuń
  3. Ojej, ale fajny blog! Chyba zostanę stałym bywalcem :)

    Zdjęcia Sergio były najsmutniejszym piłkarskim widokiem od x czasu i sprawiły, że chciałam wejść w ekran i go przytulić (w sumie cały czas wywołują we mnie taką reakcję), a jak jeszcze wypłynęły do neta jego słowa wypowiedziane do Ikera to już w ogóle... Nie myślałam, że to nadal tak mocno w nim siedzi. Swoją drogą skąd się wzieły te słowa Ikera? Chciałam dojść do źródła, czy to z jakiegoś wywiadu czy gdzieś opublikowane przez niego, ale szybko się poddałam.

    No i Mou Mou... Dał mi do myślenia cholera. Te wypowiedzi są w takim tonie, że nachodzą mnie myśli, że naprawdę odejdzie. Nie chcę tego, ale z drugiej strony też mu się nie dziwię - chyba każdy woli być w miejscu, gdzie jest szanowany, kochany i czuje się potrzebny. Chciałabym już wiedzieć jak będzie, a tu trzeba będzie jeszcze poczekać na decyzję...


    Bayern - szacunek za ostatni mecz, grali jak z nut i w ogóle świetna drużyna (i mają Bastiana, za co już mają plusa hehe :D nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć, ale lubię go od zawsze - zdobył moją sympatię już x lat temu podczas jakiegoś meczu Polska-Niemcy i nic się w tej kwestii nie zmieniło ;P), ale mój wrodzony patriotyzm nie pozwala mi być za nimi w finale. Nie, nie sikam na widok Lewego, jeśli o to chodzi, ale po prostu jak już mamy w finale zespół, w którym jest 3 Polaków to życzę im jak najlepiej i chciałabym, żeby im się udało wygrać Ligę Mistrzów ;)

    Anonimowa nr 2 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że Iker mówił o Sergio kiedy w środę dostał tę nagrodę - złoty medal od miasta Madrytu, ale mogę się mylić, bo faktycznie krążą po necie bez źródła.
      Ja w ogóle w życiu rozminęłam się ze sportowym patriotyzmem, od małego dziecka szalałam za reprezentacją Niemiec i teraz ciężko mi jakoś kibicować komuś ze względu na obecność Polaków, tym bardziej, że naoglądałam się łez Bayernu w poprzednich latach...chociaż uważam, że dobrze mieć jakichś swoich przedstawicieli w finale LM :)

      Usuń
    2. To właściwie nie jest jakieś istotne - ot, po prostu mnie ciekawiło, ale możesz mieć w sumie rację, że to było w środę na tym wręczeniu medalu ;)

      No rozumiem, przy rozgrywkach klubowym rozumiem, że ktoś może kibicować innej drużynie niż tej, gdzie są Polacy - tym bardziej jak jest z nią związany ;) Ze względu na ten mój zakorzeniony patriotyzm nie jestem w stanie tylko pojąć tego, jeśli chodzi o reprezentacje, ale to już inny temat :)

      Usuń