wtorek, 21 maja 2013

José odchodzi.

I tak właśnie zacięłam się na tytule, bo siedzę i patrzę się na niego od 5 minut.
Bo może nadal to do mnie nie dochodzi, albo właśnie doszło, kiedy sama to napisałam.
Zabawne, kiedy rzecz, o której mówiło się od pół roku, dochodzi do skutku i mimo tak długiego "okresu przygotowawczego" nie możesz się z nią pogodzić.

Real Madryt zawsze był moim pierwszym, ukochanym klubem, z którym łączy mnie największa więź emocjonalna. Wiecie, mówi się, że nikt samemu nie wybiera klubów - to one wybierają ciebie - i zwykłam w to wierzyć. Tak więc, Real Madryt wybrał mnie i cóż, najwyraźniej takie już moje przeznaczenie.

Zwykle nikt nie ma grona ulubionych piłkarzy, trenerów itd. Oczywiście, przechodzi się fazy, nazwę to "zakochaniem", kiedy przez pewien czas pozostajemy pod czyimś urokiem, ale zwykle tych prawdziwych "miłości" mamy stosunkowo niewiele. Za to pozostają z nami na zawsze.
W moim przypadku jedną z takich miłości zawsze był José Mourinho.

Można sobie wyobrazić, jak bardzo szczęśliwą osobą byłam kiedy trener, który był dla mnie inspiracją, w każdym aspekcie, ponadto który osiągał sukcesy, przeszedł do mojego, wielkiego, tylko trochę niepamiętającego swojej wielkości klubu, potrzebującego sukcesów. Dla mnie równanie było proste: sukcesy = Mourinho. Moje postrzeganie tego równania nie zmieniło się.

Ten przydługi wstęp ma swój cel: mianowicie pokazanie tego, że nie nie jestem madridistką smutną z powodu odejścia trenera, którego bardzo lubi. Nie; ja jestem zarówno madridistką, jak i mourinhistką.
Że kiedy Real wygrywał coś razem z Mou - liczyłam zarówno który to puchar Realu, a także który samego Mourinho.

Oczywiście, teraz można zrozumieć, jak ważne dla mnie było to, żeby Mou przyniósł Realowi sukces - przyniósł Décimę, będąc dokładną.
Szkoda, że już nie ma szans na szans na spełnienie mojego marzenia.

Po sezonie 2011/ 2012 wszystko było piękne, Mou przedłużył kontrakt aż do 2016 i krzyczałam z radości.
Jak wielki był mój zawód, kiedy nagle, pół roku później, po złej pierwszej części sezonu nikt już nie chciał Mourinho..wszyscy zapomnieli, o tym, co zrobił dla Realu - nie, przepraszam, przecież mówiło się, że go splamił i zniszczył. Bawi mnie to.

Nie zamierzam analizować całej sytuacji z Ikerem Casillasem (swoją drogą, zabawne, że odejście Mou ogłoszono w jego urodziny), nie będę się zastanawiać czy był między panami konflikt przed posadzeniem Ikera na ławce, nie będę myśleć, czy to Iker chodził po prasie i kazał narzeczonej rozpowiadać rzeczy z szatni. Skupię się na sportowych aspektach i powiem jedynie, że decyzję o posadzeniu go na ławce uważam za słuszną. Święty nie święty, przez całą pierwszą połowę sezonu był nie  w formie - zagranie z posadzeniem go na ławce prawdopodobnie miało na celu pobudzenie go, pokazanie, że jeżeli będzie w złej formie to nie dostanie z biegu miejsca w pierwszym składzie, za samo nazwisko. Powinien się starać. Jak pamiętamy, drugi mecz też przesiedział - również dobrze, Mou musiał pokazać, że mimo nacisku prasy i fanów to on tu rządzi. W trzecim meczu Iker już grał - i to grał lepiej. Niestety, zdarzyła się ta przeklęta kontuzja, kupiliśmy Diego Lopeza no i wiadomo, że za kadencji Mourinho Iker już nie zagra.
Te trzy mecze faktycznie były trudne i można się było kłócić - czy Mou faktycznie chciał ''rozbudzić" Ikera, czy to może się odezwała jego "wredota, brak szacunku i przeogromne ego". Co oczywiście również mnie rozbawiło.
Nie mówię, że José Mourinho nie ma wad, oczywiście; ale jednego jestem pewna - nie osłabiłby drużyny ot tak, nie mając w tym celu, kierując się tylko jakimś widzimisię (zresztą, wtedy to nawet nie było osłabienie. O ile dobrze pamiętam, Adan wpuścił tylko to, czego Iker również nie mógłby obronić). Dlaczego nie zrobiłby tego? Bo, przede wszystkim, Mourinho jest profesjonalistą. Cholernie ambitnym profesjonalistą, który chce wygrać każdy mecz.
W wyniku kontuzji Casillasa kupno nowego bramkarza było oczywiście niezbędne; a Diego godnie zastąpił naszego kapitana pomiędzy słupkami. Dlatego nie rozumiałam, i nadal nie rozumiem, dlaczego po tym, jak Iker już się wykurował, miano pretensje do Mourinho, że nadal stawia na Lopeza. Bramkarz w świetnej formie, dzięki któremu udało nam się wygrać parę meczy, który miał duży wkład w przechodzenie do kolejnej rundy Ligi Mistrzów, boże, dlaczego on gra? Nie powinien, skoro jest święty Iker, który nie grał od paru miesięcy, no ale Iker to Iker i Iker musi grać! Urgh..
Oczywiście, tutaj muszę zaznaczyć, że zawsze byłam fanką Casillasa. Który madridista by nie był? Mimo to, dla mnie, na jego wizerunku w trakcie tego sezonu pojawiły się rysy.
Po pierwsze, jego milczenie. Powinien był, jako kapitan, powiedzieć, że rozumie, iż nie zawsze może grać. Że rozumie wybór trenera, bo Diego Lopez jest w gazie i broni wszystko. Że szanuje decyzje trenera. Czekałam. Może i powiedział, że wspiera Diego; ale nie wyrzekł ani jednego zdania o trenerze - oprócz tego, że jest szczery (w tonie i z miną, która już tylko mogła dać pole do popisu prasie).
Oczywiście, nie obwiniam Ikera, i on i Mou mają swoje za uszami - głównym powodem madryckiego dramatu w ostatnich miesiącach jest hiszpańska prasa.

Hiszpańska prasa nie jest w stanie znieść słowa "sukces" i "Portugalczyk" obok siebie. Tak też jest z Cristiano Ronaldo - kogo z całej drużyny media atakowały najbardziej, razem z Mourinho? Hiszpańska prasa nie jest w stanie przejść koło sukcesów Cristiano bez przyrównywania go do kogoś innego, albo bez wytykania mu tych błędów, które zdarzyło się mu popełnić.
Rozbawiło mnie, jak bardzo te media ostatnio broniły Pepe - w końcu to one, te same, nazywały go, jeszcze niedawno, rzeźnikiem. To przed tą prasą Mourinho wstawiał się za Pepe. Szkoda, że zawodnik pokazał nam, że ma krótką pamięć.
Oczywiście, nie mówię, że prasa hiszpańska automatycznie nie lubi tego, co portugalskie. Jednak niechęć pozostaje, a charakter Mou sprzyja rozsiewaniu nienawiści.
Mourinho zawsze był szczery, co nie sprzyja miłości; poza tym, widział też ten stosunek jaki ma do niego prasa - był taki sam dla nich, jak oni dla niego. Oni wytykali mu błędy - on im udowadniał, że nie mają racji. Nigdy nie dał się podporządkować.
Można powiedzieć, że takie stosunki z prasą są dla Mou normalne, bo traktowany był tak wszędzie - ale jest pewna zasadnicza różnica. W Anglii, gdyby popełnił błąd, oczywiście by mu go wytknięto; ale nigdy nie zapomniano by o tym, co już osiągnął. Prasa hiszpańska woli nie pamiętać o jego sukcesach.
Oczywiście, moim zarzutem wobec hiszpańskiej prasy jest jeszcze to, że zrobili z Casillasa świętą krowę. Całą historię pomalowali na czarno biało - Iker był pokrzywdzoną, biedną księżniczką przetrzymywaną w wieży przez okrutną czarownicę, Mourinho.
Cóż, Hiszpanie mają tak samo patetyczne podejście do Casillasa jak Polacy do Lewandowskiego. (Polska: Lewy, pokaż tym Niemcom! Niech wiedzą, że jesteś lepszy!, Hiszpania: Iker, pokaż temu Portugalczykowi...). Iker pozostaje symbolem hegemonii Hiszpanii, ich sukcesów i jest nietykalny. Cóż, José prawdopodobnie źle obliczył swoje siły - z klubem, w którym pracuje, umie wywalczyć to, czego chce. Niestety, nie sposób walczyć z prasą, która obserwuje każdy twój ruch i interpretuje go na swój sposób, zgodny z propagandą, jaką chce przeprowadzić.
Chcę wierzyć w to, że osoby, które w tym momencie tak nienawidzą Mourinho, są po prostu osobami które uległy tej propagandzie.

Moim zdaniem Mourinho błędy popełniać zaczął dopiero ostatnio: sytuacja z Pepe może być tego przykładem. Cóż, zawodnik nie powinien był pouczać trenera; Mourinho miał pełne prawo do odpowiedzenia mu. Zresztą, nawet wtedy nie potraktował go źle - stwierdził jedynie fakty, mówiąc, że problemem Pepe jest Varane...Ale na tym powinien był poprzestać. Szczerze mówiąc, byłam mocno zdziwiona widząc, że nie powołał go na następny mecz - i lekko zawiedziona.
Ale, proszę, komu nie zaczęłyby puszczać nerwy?
Nie jestem w stanie sobie wyobrazić presji, jaką nałożono na Mourinho, tak była ogromna.
Cholera, jego nawet śledzono, żeby udowodnić, że pracuje parę godzin mniej!
Facet nie mógł spokojnie pójść na mecz swojego własnego syna, bo miano o to do niego pretensje!
Ponadto dziewczyna kapitana jego drużyny wynosiła informacje z szatni, a teraz w dodatku zawodnik, którego zawsze bronił, wbija mu nóż w plecy..
Gdybym była na miejscu Mourinho, zwariowałabym.

Tak wiele razy w tym sezonie czułam, że nie zniosę kolejnej wypowiedzi o tym, jak to Mourinho nie rozumie 'madridismo' i nie zasługuje na bycie trenerem Realu Madryt, bo plami i kale i niszczy jego wizerunek.
I teraz słyszę, że kiedy już go nie będzie, klub znowu będzie monumentalny, czysty, królewski.
Teraz się okaże, jak złą madridistką jestem. Tak, jestem przywiązana do tradycji klubu.
Ale jak słyszę teksty, że 'Real wolałby przegrać, niż wygrać w ten sposób bo my jesteśmy wielkim Realem Madryt', albo (kiedy Mou kazał Sergio i Xabiemu się wykartkować) "Mourinho to wstyd dla Realu, to nie jest w naszym stylu" (no bo np. w finale nie chcielibyśmy mieć kluczowych zawodników), to mnie pusty śmiech bierze.
Na to wychodzi, że nie w naszym stylu jest wygrywanie. Że, kontynuując moje równanie, jeżeli Mourinho = sukces, a my się mijamy z Mourinho, to również mijamy się z sukcesem..Dobra, poszłam za daleko.
Ale, czy nikt naprawdę nie widzi, że to wszystko powyżej to tylko gadka dla przegranych? To wymyślanie argumentów przed porażką, która jeszcze nie nastąpiła?
W piłce nożnej chodzi o to, by wygrywać, a nie przegrywać w dumnym, białym, królewskim stylu.
Powiedzcie mi teraz, że nie rozumiem madridismo, bo chcę wygranych mojej drużyny. Bo tak to było z Mourinho.
No ale, przecież jeszcze charakter Mou nie pasuje do Realu Madryt...Przypominam, że jest to człowiek, który wychodził pół godziny przed meczem, aby fani mogli wyżyć się na nim i wygwizdać jego, a potem wspierać piłkarzy; człowiek, który powiedział, że porażki są winą jego, a nie drużyny. Jeżeli to nie pasuje do madridismo, to co byłoby odpowiednie? Chyba faktycznie nie rozumiem tego mistycznego słowa.

Wiem, weszłam teraz na grząski teren - temat kibiców.
 Ile razy widziałam bezmyślną nienawiść w komentarzach czy gdziekolwiek, wyciągniętych z..cóż, z niczego. Nawet ostatnio; Mourinho przez 4 bite minuty na swojej konferencji prasowej (które zwykłam oglądać) tłumaczył, dlaczego gra Lopez a nie Casillas. Powiedział, że u niego w normalnych warunkach (czyli jeżeli Diego utrzyma formę, nie złapie kontuzji etc), będzie grał Lopez. Z czego patrzę - wszędzie nienawiść - bo Mourinho powiedział, że nigdy już nie zagra Casillasem. Facepalm.
Ale najbardziej załamało mnie to, że kiedy Mou powiedział, że chce iść tam, gdzie go chcą i gdzie go kochają, również za to zebrał krytykę. Nawet nie mam do tego komentarza.

Mimo tego wszystkiego, mimo tej fali krytyki i mimo porażek: chciałam, żeby Mourinho został. Faktycznie, byłam rozdarta - jeżeli byłabym samą fanką Mou, bez miłości do Realu - automatycznie radziłabym mu odejście, bo nie zasługiwał i nie zasługuje na traktowanie, jakie go spotkało. Ale kocham Real Madryt - i wierzę, że José Mourinho to najlepsze, co spotkało ten klub w ostatniej dekadzie.
Dlaczego?
Może nie spełnił wszystkich oczekiwań i na pewno sam nie jest usatysfakcjonowany tym, co osiągnął.
Mimo to, był (tak ciężko jest mi z tym czasem przeszłym) z nami trzy lata i dał nam trzy puchary.
Pierwsza liga w ciągu 4 lat; 1 Puchar Króla w ciągu 18 lat; pierwsze półfinały Ligi Mistrzów w ciągu ostatnich 8 lat. Ponadto, tytuł ligowy był ligą rekordów.
Sprawił, że uwierzyliśmy, że da się wygrywać z Barceloną ( i zrobiliśmy to; w ostatnich 8 meczach 4 wygrane, 3 remisy i jedna porażka)

Real był przed Mourinho i będzie po - ale nie zmieni to faktu, że będzie mi brakować José na ławce trenerskiej w przyszłym sezonie. To najbardziej charyzmatyczna i plastyczna postać świata futbolu. I nie pociesza mnie myśl, że może trenować znowu w Chelsea..bo to nie to samo. Bo znowu mój ukochany klub będzie pozbawiony mojego ukochanego trenera.
Szkoda, że nie wygraliśmy Decimy.
Szkoda wszystkiego.

I, naprawdę, jeżeli w ostatnim meczu na Santiago Bernabeu w tym sezonie nie będzie ładnego pożegnania, jeżeli stadion nie zaskanduje tego 'José Mourinho' chociaż parę razy, to będę bardzo zawiedziona. Rozgoryczona, pewnie też. I smutna, przede wszystkim.
Nie każę nikomu Mourinho kochać, ale mamy mu za co dziękować. I za co szanować.

Obrigado, José.




Aha, i przypominam, że tracimy najlepszy coaching staff jaki można mieć..

I najseksowniejszego fitness coacha ever.
Ale chociaż na mojej półce pan Casillas z panem Mourinho się kochają (bo muszą, tylko te dwie książki mają taki sam rozmiar).
A teraz idę..płakać? zostały mi jeszcze jakieś łzy?

PS. Medal dla tego, kto przeczytał ;)
PPS. Biję rekordy, parę godzin pisać wpis na bloga?

11 komentarzy:

  1. Książka Ronaldo jest takiej samej wielkości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, nie posiadam jej! ;) jak ktoś mi da ją w prezencie to porozdzielam panów ;)

      Usuń
  2. Szkoda, że Mourinho odchodzi... Aż się łezka w oku kręci...

    Czytałaś 'Za kulisami zwycięstw' ? Warto ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto ;) Ale to pozycja typowa dla fanów Mourinho, jest trochę subiektywna. Warto przeczytać zarówno "Za kulisami.." jak i "Anatomię zwycięzcy", często ładnie się uzupełniają, mimo, że "Anatomia.." skupia się głównie na jego pracy w Chelsea. Ale "Za kulisami.." to naprawdę dobra pozycja, ma niewiele minusów (a największym jest chyba tylko cena i fakt, że zdjęcia są czarno - białe. :)

      Usuń
    2. Właśnie "Anatomię zwycięzcy" już przeczytałam i teraz zdobi ona moją półkę i zastanawiam się nad zakupem "Za kulisami...". Myślę, że fanką Mourinho mogę się nazwać, dlatego też interesują mnie te książki.
      Dziękuję Ci bardzo za Twoją opinię na ten temat, a skoro mówisz, że warto to się chyba zdecyduję na jej nabycie ;)

      Usuń
  3. To najlepszy tekst na temat Jose jaki przeczytałam, a wiem co mówię, bo przeczytałam już kilka. Nie zmieniłabym ani jednego słowa. Uchwyciłaś wszystko "co mi w duszy gra".
    Kiedy Jose był w Chelsea, a Real w dołku, marzyłam, że kiedyś do nas przyjdzie. Kojarzył mi się z Midasem, który czego się nie dotknie, to zamienia to w złoto. Floro spełnił moje marzenie i potwornie żałuje, że to wszystko tak się skończyło. Potwornie. Kiedy okazało się, że Jose będzie naszym trenerem, to pomyślałam, że ma niesamowita odwagę, bo jeśli jakiś klub mógłby go pogrążyć, to byłby to właśnie Real. I tak się niestety stało, przynajmniej w opinii "fachowców" (Sorry Mou, już nie jesteś "The Special One"). Gdybyśmy wygrali L.M to pewnie i tak by odszedł, ale na swoich zasadach-jako zwycięzca. Odchodzi jako przegrany i pokonany. Do pełni "szczęścia" brakuje jeszcze, żeby został wygwizdany przez madryckich przygłupów podczas ostatniego meczu na SB. Jakieś obraźliwe transparenty też byłyby "dobre".
    Pamięć kibica niestety bywa krótka. W zeszłym sezonie Jose „kochamy cię”, a teraz „idź, precz”. Tylko rozpuszczone bachory, które nie wiedzą, gdzie byliśmy kiedyś mogą mówić, że jego pobyt w Madrycie to klęska. Jak czytam teksty, że ci którzy płaczą za Mou, nie są kibicami Realu, tylko Mou, to chce mi się śmiać. Właśnie dlatego, że jestem kibicem Realu, chcę dla mojego klubu najlepszego trenera, a za takiego uważam Jose. Gdybym była tylko i wyłącznie kibicem Mou, to bym się cieszyła, że odchodzi i przestanie być opluwany.
    Niestety, Real jest dla mnie najwspanialszym klubem na świecie, ale jest też klubem najgorszym. Najgorszym bo tu nie ma czasu, tu sukces musi być już. Nie zaraz, nie za chwile. Już. Niczego nie wygrał, to wynocha i bierzemy nowa miotłę. Sir Alex był w MU 27 lat. 27 lat! Niesamowita sprawa. Pierwsze trofeum wygrał po 4 latach. Przez 27 lat "tylko" 2 LM. w Madrycie by go wyśmiali. 2 LM? Cóż za kiepski trener. Dalej, przykład Bayernu, który w zeszłym roku był w jeszcze gorszej sytuacji niż Real (przegrać finał LM na własnym stadionie to zgroza), a gdzie jest dzisiaj?
    Wiele sobie obiecywałam po tym 3 sezonie. Wiadomo 1-PK, w 2- MH, w 3- LM. Długo nie mogłam przeboleć tego zeszłorocznego półfinału z Bayerem, bo byliśmy tak blisko, tak potwornie blisko. Po tym co się stało w tym roku, jeszcze bardziej mi szkoda tamtego dwumeczu. Sezon zaczął się źle, bo szybko odjechało nam mistrzostwo+ mnóstwo kontuzji (na palcach 1 ręki można policzyć piłkarzy bez jakiegokolwiek urazu). Pocieszałam się, że jak kiedyś wygrywaliśmy L.M, to w lidze nam nie szło, więc może to znak ;) Niestety, skończyło się tragicznie. Na dodatek nie zasłużyliśmy nawet na puchar pocieszenia czyli P.K. No, ale która z nas mogła przypuszczać:
    - że w Dortmundzie Pepe i reszta ekipy zapomni jak się gra w piłke
    -że Igła, CR i Ozil w ciągu 15 minut na SB będą mieć 3 setki i żadnej nie wykorzystają? Nie mogę odżałować zwłaszcza tej setki Ozila, który w 9/10 meczów podałby piłkę do lepiej ustawionego kolegi, ale wtedy akurat zachciało mu się pobawić w bohatera.
    - że w piątek Juanfran odbije brzuchem piłkę po dobitce Ozila, oraz, że piłka zamiast do siatki będzie trafiała w słupek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabrakło niewiele, bardzo niewiele. Szczególnie mówię tu o LM. Mielibyśmy naszą wymarzoną remontadę, kolejną magiczną noc na SB. Gdyby się udało, to beznadziejny trener byłby geniuszem. Tylko czy winę za to wszystko ponosi jedynie trener? W Interze i Chelsea wszyscy byli z Mou i za Mou. No, ale Madryt jest klubem wyjątkowym. W tym sezonie coś się popsuło, nie widziałam tej jedności. Nie wiem, czy to mistrzostwo sprawiło, że zawodnicy poczuli się wszechmocni i nasyceni? Tak długo goniliśmy tę Barcelonę, że jak ją w końcu dogoniliśmy, to panowie spoczęli na laurach. Czy stwierdzili, że są mądrzejsi od trenera? W Interze, jak było trzeba to Eto’o grał jako obrońca. Piłkarze mieli do Jose 100% zaufanie i byli mu posłuszni. I nie mówimy tu o grzecznych chłopcach, tylko o silnych osobowościach jak Tery, Lampard czy Materazzi. A u nas? Kto okazał się największym wrogiem Mou? Iker. Miły i grzeczny Iker. Nie chcę się za bardzo rozpisywać, ponieważ będzie jeszcze okazja do pogadania na ten temat. El Jarek z realmadrid.pl ma w tym tygodniu zamieścić na stronie felieton n/t Iker + dziennikarze-Mou. Powiem jedno, moim największym rozczarowaniem tego sezonu jest Iker. Mówię to z wielkim bólem serca, bo miłość do Ikera i do Realu to była miłość od 1 piłkarskiego wejrzenia.
      Jeśli chodzi o hiszpańską prasę, to dla mnie jest to dziennikarski 3 świat. Zastanawiam się, jak ludzie, którzy opłacali tych pajaców wyzywających Mou, gdy wyjeżdżał z Valdebebas, mogą spojrzeć sobie rano w lustro. Dla mnie słowa Pereza o niegodnym zachowaniu dziennikarzy są idealnym podsumowaniem wszystkiego. Gdyby dręczyli tylko Mou, to jakoś by to zniósł. Jak zaczęli dotykać też rodziny, to uznał, że nie ma sensu by to ciągnąć. Żal, że Perez zamiast stać za nim murem, nie zrobił praktycznie nic, ani w sprawie dziennikarzy, ani szatni.
      Bardzo się cieszę, że Mou był trenerem Realu. Po raz pierwszy od bardzo dawna wiedziałam, że to trener ustala skład(a nie dziennikarze i Perez z tylnego siedzenia), że grają ci którzy są w formie, a nie ci którzy mają nazwisko. Fajnie, że Mou chociaż próbował zmienić ten klub na lepsze. Jestem mu wdzięczna za to, że bronił Realu jak lew. Do tej pory wszyscy wychodzili z założenia, że jeśli na nas plują to mówimy, że pada deszcz i uśmiechamy się. Na marginesie, to kocham tę gadkę (szczególnie kibiców Barcy), że Mou zniszczył reputację Realu i że teraz GD znowu będą świętem. Szkoda, że nie martwią się swoją reputacją i takimi wypowiedziami swoich przedstawicieli http://www.realmadrid.pl/index.php?co=aktualnosci&id=45578. Nie zapomnę też jego konferencji prasowych i wywiadów, które nigdy nie były przewidywalne. To jak potraktował dziennikarzy, którzy nie okazali szacunku Karance- „jeśli ty nie chciałeś rozmawiać z moim asystentem, to ja nie będę rozmawiał z tobą, tylko z twoim szefem.” Mistrzostwo. Niesamowicie charyzmatyczny człowiek. Jeszcze te niesamowite cieszynki po bramkach i to jak klęczał w zeszłym roku podczas karnych z B.M. Gify, które dodałaś są piękne i jak je widzę, to mam łzy w oczach. Bardzo mi żal.
      O matko, chciałam napisać parę słów od siebie, a wyszło mi wypracowanie  Z góry przepraszam, że wyszło trochę chaotycznie, ale pisałam tak „na gorąco”. Blog jest świetny. Czytam go na bieżąco. Pozdrawiam, lara87

      Usuń
    2. Zgadzam się całkowicie z tym, co napisałaś. A te słowa o Fergusonie i że Real jest zarówno najgorszym jak i najlepszym klubem jakbyś z ust mi wyjęła - często podczas tego sezonu o tym naszym parciu na sukces myślałam.
      Nie wiem, czy to mistrzostwo sprawiło, że cała drużyna poczuła się tak pewnie - ale chyba tak. No i od zakończenia poprzedniego sezonu cały czas mówiło się, że Real w następnym idzie po puchar Ligi Mistrzów. Możliwe, że to też nas spaliło - piłkarze nie mieli motywacji do grania w lidze, bo w końcu Liga Mistrzów była ważniejsza. A po słabych meczach ligowych nie warto liczyć na to, że w LM będzie lepiej..
      No i oczywiście zabrakło nam szczęścia, zarówno w najważniejszych meczach jak i co do liczby kontuzji, co też jest ważne..Mam nadzieję, że przyszły sezon nam wynagrodzi tego pecha.
      Cóż, dla mnie zarazą są ludzie nie umiejący uszanować wielkiego trenera, jakim jest Mou. A najbardziej to rozbawiła mnie końcówka wypowiedzi Vilarrubii, a mianowicie "Madryt mnie nie obchodzi"..faktycznie, widać!
      Dziękuję Ci za tak obszerny komentarz :)

      Usuń
    3. "Cóż, dla mnie zarazą są ludzie nie umiejący uszanować wielkiego trenera, jakim jest Mou."- 10/10 :)

      Zapomniałam o jeszcze jednej rzeczy. Jestem trochę rozczarowana tym, że piłkarze milczą. Normalnie są bardzo aktywni na fb, twitterze czy instagramie, a tu cisza. Żadnego komentarza. Nie wiem, może czekają na koniec sezonu?
      Ciekawe czy któryś z naszych piłkarzy ma do Mou taki stosunek jaki mieli Wesley, Materazzi, czy Terry. Czy któryś będzie po nim płakał? Czy Mou będzie któregoś z nich ciepło wspominał?

      Na koniec, polecam Ci jeszcze ten tekst http://www.krotkapilka.pl/artykul,mou_odchodzi_czyli_kto_ma_wladze_w_madrycie,580

      lara87

      Usuń
    4. Ja również zwróciłam uwagę na milczenie piłkarzy, ale myślę, a raczej mam nadzieję, że czekają tylko do końca sezonu. I myślę, że paru zawodników Realu na pewno będzie Mou dobrze wspominać - w końcu w niektórych przypadkach to on był trenerem, który pomógł im rozwinąć się i stać się rozpoznawalnymi w całym piłkarskim świecie (taki Ozil jest najlepszym tego przykładem).
      Artykuł bardzo dobry, chociaż zasiał we mnie kolejne wątpliwości dotyczące przyszłości Realu.. no i przypomniało mi się, jak któraś gazeta w trakcie sezonu nazwała Jose per "Mouspierre", od Robespierre'a oczywiście..nadal mnie to szokuje, jak daleko hiszpańska prasa była w stanie się posunąć - porównywać trenera piłkarskiego do człowieka, który skazał tysiące ludzi na śmierć. Niewiarygodne po prostu.

      Usuń
  4. Posty z 23.17 i 23.18 są moje. Przekroczyłam limit i podzieliło mi tekst :P lara87

    OdpowiedzUsuń