W następnym sezonie kolej Realu!
Ale, ale, wracając do finału.
Na początku chcę przede wszystkim pogratulować Borussi Dortmund.
Kiedy na jesieni wylosowano grupy w CL, nikt nie spodziewał się, że Dortmund przejdzie własną, co dopiero ją wygra, a następnie dojdzie do finału. A jednak!
W trakcie, gdy zaskakiwali cały piłkarski świat, rozkochiwali w sobie kolejnych kibiców...
Mają teraz dobry team, trenera, oddanych kibiców i pewną markę w Europie, czego chcieć więcej od zespołu który jeszcze parę lat temu stał nad przepaścią?
Poza tym zagrali naprawdę dobry finał, więc gratulacje się należą.
O tym, że Dortmund rozgrywał dobry finał świadczy to, że po pierwszej połowie szykowałam już chusteczki, bo czułam, że Bayern z minuty na minutę coraz bardziej oddala się od trofeum.
Na początku tego meczu wróciły wszystkie koszmary poprzedniego sezonu, Neuer był najlepszym naszym zawodnikiem, a Arjena Robbena dopadł jego "syndrom finału".
Robben nie jest zawodnikiem, którego ktoś może obrażać w mojej obecności - grał we wszystkich moich klubach i nawet samo to może być wytłumaczeniem mojego stosunku do niego. Kiedy zmarnował te dwie sytuacje sam na sam z Weidenfellerem, już szykowałam się do bronienia go w następnych dniach, rozpaczałam, że znów dopadły go jego demony i krzyczałam do telewizora: ARJEN NIE MOŻESZ, ARJEN NIE, MASZ WYKORZYSTYWAĆ SYTUACJE, NIE MOŻESZ SPIEPRZYĆ KOLEJNEGO FINAŁU.
Całe szczęście, moje wołania zostały wysłuchane..
Nie będę się zbytnio rozwodzić nad samym meczem, każdy go widział i zapewne każdy ma już wyrobioną na jego temat opinię.
Moja jest taka, że sędzia w każdej sytuacji zachował się dobrze, nawet przy tej z karnym dla Dortmundu.
Karny oczywiście się należał - Dante potraktował Marco bardzo nieprzyjemnie - ale czy naprawdę powinien był pokazać drugą żółtą kartkę?
Naprawdę dobrze, że sędzia nie chciał osłabiać żadnego zespołu - to miało być widowisko najwyższej klasy, sto procent na sto, miał wygrać lepszy. Zresztą, czy Dortmund miałby aż taką satysfakcję z hipotetycznej wygranej, jeżeli wiedziałby, że wygrał z Bayernem osłabionym? Cóż, może to głupie pytanie, oczywiście, że by miał - to w końcu finał Ligi Mistrzów. I pewnie gdybym była fanką Borussi, miałabym całkowicie inne zapatrywanie na tę kwestię.
Całe szczęście, to jedyna kontrowersja związana z tym meczem.
Reszta przebiegła w duchu czystej, sportowej rywalizacji (oczywiście wyłączając po prostu złośliwe zachowanie Lewandowskiego wobec Boatenga - i nie uwierzę, że to był przypadek.)
Po wyrównaniu Borussi na stan 1-1, ten wynik utrzymywał się praktycznie do końca meczu.
Szykowałam się już do dogrywki i karnych (czułam się, jakbym miała zaraz pójść na ścięcie).
Ale, niech wspaniała dusza Arjena Robbena będzie błogosławiona na wieki, bo w 89 minucie stało się to:
I BAYERN ZOSTAŁ MISTRZEM EUROPY.
Oprócz szczęścia, uczuciem dominującym u mnie była ulga.
Ostatnie finały Bayernu były dla mnie ciężkie.
Rok temu, z Chelsea. Z klubem, do którego mam tyle samo uczuć, co do Bayernu. Nie byłam w stanie wybrać.
Wcześniej, z Interem. Przeciwko Mourinho. Wybór też był ciężki.
I czułam się zawsze źle, że nie mogę kibicować im w pełni.
Dopiero teraz, całym sercem, mogłam być za Bayernem.
A ten finał był sprawdzianem wszystkiego - Bayern nie mógł pozwolić, aby przylgnęła do niego łatka przegranego. To była również ostatnia szansa Juppa Heynckesa na wygranie najważniejszego trofeum. I, kto wie, mogła to być ostatnia szansa generacji Lahma i Schweinsteigera na wzniesienie tego pucharu.
Tak więc, presja była przeogromna i, mimo wszystkich przeciwności, Bayern zdołał ją przezwyciężyć.
Ulżyło mi, po prostu mi ulżyło, bo cały rok miałam gdzieś z tyłu umysłu obrazki sprzed roku, z najwspanialszego dnia w historii Chelsea..obrazki całego Bayernu na kolanach, Lahma krążącego po murawie i pocieszającego wszystkich, łez Bastiana, całkowitej porażki Arjena.. Jeżeli miałabym zobaczyć to znowu..nie, teraz jest czas szczęścia, nie będę sobie tego wyobrażać!
W każdym razie, udało się - i Bayern absolutnie na tą wygraną zasłużył. To zespół, który z całą pewnością przez cały sezon pracował najciężej, który wyzbył się wszelkich konfliktów, który zmierzył się ze wszystkimi koszmarami poprzednich lat i przezwyciężył je..To również piłkarze, którzy zasłużyli, przegrywając poprzednie potyczki.
Bastian..
Arjen...
Swoją drogą, jaka presja na nim musiała ciążyć..chyba nawet jeszcze gorsza, niż na Ramosie, a wiemy, jak w Sergio ten karny siedział..
Cała reszta..
I, przede wszystkim, mój ukochany kapitan.
Ten moment mnie samą doprowadził do łez. Płaczący ze szczęścia Philipp > cała reszta świata.
I to..to znaczy świat dla mnie.
Philipp: Gramy ze sobą 16 lat. To wspaniałe, móc celebrować ten moment razem.
Ja: *happily sobbing*
FC Bayern :')
Och, a to jest piękne:
I to też. Thomas, ich liebe dich.
I tylko ten pan łamie mi serce:
Zawsze mówiłam, Marco, że kocham cię zbyt bardzo, aby to mogło przynieść dobry skutek. *biggest hug of ever hugs*
Ale, cholera, jestem szczęśliwa.
Teraz tylko trzeba trzymać kciuki za 1 czerwca i będzie potrójna korona, a ten wspaniały team przejdzie do historii.
MIA SAN MIA!
PS. A Cristiano Ronaldo pozostał królem strzelców tego sezonu Ligi Mistrzów, juuhuuu!
Jeśli masz ochotę to zapraszam na nowość: http://nats-confessions.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń