czwartek, 25 kwietnia 2013

Winnable?

Borussia Dortmund wygrała z Realem 4:1 na Signal Iduna Park.
A mi chyba dzisiaj zabraknie łez do wylania.

A wspominałam wczoraj: nie śmiej się dziadku...
I stało się. Mimo to, nadal nie sympatyzuję z fanami Barcelony.
Większość z nich już nie wie, co znaczy czekać tyle lat na jeden puchar.
Ta drużyna wygrywała w ostatnich latach wszystko..
A Real od tylu lat marzy co sezon o Décimie.To jest jego jedyny cel. Cały sezon gra się z myślą o tym pucharze.
Jeżeli jesteś madridistą, przed sezonem myślisz o tym, że to ten, w którym Real wygra Décimę. Jeżeli nie wychodzi w lidze czy innych pucharach, myślisz, że zostaje jeszcze Liga Mistrzów i że w końcu nic innego się nie liczy, tylko la Décima.
Dlatego nie lubię cytowania słów Mourinho sprzed meczu Inter - Barcelona, kiedy mówił, że Inter marzy, a Barca ma obsesję. Bo to nie ma żadnego odniesienia co do Realu. Bo my też mamy obsesję.
Więc dlatego 4:1 boli.

Całe szczęście, mimo wyniku, Dortmund nie rozjechał nas tak, jak Bayern Barcelonę. My istnieliśmy - tragicznie nam co prawda to istnienie wychodziło, ale jednak. No i mamy gola na wyjeździe.
Szczerze mówiąc, nie da się wybrać jednego winnego tej całej tragedii.
Teraz przynajmniej, bo tuż po meczu obwiniałam głównie Sergio Ramosa i Pepe. Z naciskiem na Sergio Ramosa.
Może to dlatego, że po prostu nie cierpię, jak Ramos gra na prawej obronie. Jako środkowy obrońca jest jednym z najlepszych na świecie, ale na prawej obronie, moim zdaniem, jest po prostu przeciętny. Po pierwsze, nie ma absolutnie pojęcia, jak działają skrzydła. (Sergio, proponuję obejrzenie paru meczy z udziałem Philippa Lahma, jako najlepszego na tej pozycji, albo chociaż Łukasza Piszczka, jak już mówimy o Dortmundzie). Po drugie, zbyt często schodzi do środka i w ogóle lata po tym boisku jak naćpany koń wypuszczony ze stajni na wolność. No i po trzecie, brakowało go wczoraj w środku obrony, bo nie miał kto nam stamtąd akcji wyprowadzać. Aż się Xabi Alonso musiał do tej strefy cofać. Ach, po czwarte, nie lubię Sergio jako kapitana. Bardzo tęsknię za Ikerem. Mimo, że zdołałam zapałać bardzo dużą sympatią do Diego Lopeza, to brakuje nam kapitana, który za swój najważniejszy meczowy obowiązek nie brałby przybrania odpowiedniego uśmiechu do zdjęcia z sędziami. (Ok, czepiam się Sergio. Ale w tym sezonie wyjątkowo działa mi na nerwy, najpierw ta akcja z koszulką Mesuta, potem zwracanie uwagi Mou..)
Pepe za to jest po prostu nie w formie i tyle w temacie. Więc nie mieliśmy kogoś, kto by nam wczoraj sterował obroną, bo nie należy oczekiwać tego od Varane'a, a Fabio Coentrão zawsze jest trochę chaotyczny. Ale taki już jego styl bycia na boisku.
Swoją drogą, z całej obrony to właśnie Fabio podobał mi się wczoraj najbardziej. Wykonał parę dobrych rajdów lewą stroną. Szkoda tylko, że po tym jak dostał przyspieszenia i przedryblował trzech przeciwników nie był w stanie dobrze dośrodkować.
Poza tym, niech mi ktoś uświadomi, od kiedy Gonzalo Higuain jest naszym obrońcą?

Co do środka pola, sztabowi szkoleniowemu proponuję następny trening przeprowadzić pod zapytaniem: Co to jest prostopadłe podanie?. Albo jeszcze inaczej: Jak podać piłkę bez obijania nóg przeciwnika?
Udział w tej prelekcji mają wziąć: Xabi, Mesut oraz Luka.
Tak, sama też nie wierzę, że trzeba tu było zawrzeć pana Alonso, ale przysięgam, o miał wczoraj od cholery niecelnych podań. 
Özil też się zresztą nie popisał, a jedyne prostopadłe podania, jakie mu wyszły, były skierowane do Samiego Khediry (dwa?). A my już wiemy, jak bardzo Sami nie jest od strzelania goli.
O Modricu nie wspomnę, nadal mnie do siebie nie przekonał, chociaż po golu z Man Utd było blisko.
Ponadto: ani Kaka, ani di Maria, ani Benzema po zmianach nic nie dali. Kaka to chyba z dwa razy piłkę dotknął.
A na porządnego huga zasługują tylko Diego Lopez, bo parę razy skórę nam uratował, Cristiano Ronaldo, jak zwykle, bo zapieprzał tak czy inaczej, ale co można zrobić, jak się celnych podań nie otrzymuje? Ach, no i jeszcze może Pipita, bo zaliczył asystę i ładnie się spisał w obronie. Jak na napastnika.
No i w każdym razie, popłakałam sobie do poduszki, stwierdziłam, że może w następnym sezonie się uda..

Ale oni mi próbują wmówić, że jeszcze teraz się uda. Że możemy wygrać 3:0 na Santiago Bernabéu.
Jakby nie patrzeć - Real Madryt i 3:0 na własnym stadionie..Chciałabym w to uwierzyć, ale pamiętając, jak wielkie problemy mamy w tym sezonie z utrzymaniem czystego konta...

No ale jest taki jeden facet na tym świecie, który potrafi przekonać mnie do wszystkiego.
I nazywa się José Mourinho.


“We can [turn it around]. It’s very difficult, but we can. In football anything can happen. Of course we can. On a crazy night where everybody performs at a high level, where every chance you have or goal you score with a high level of efficiency… of course we can.”
I podoba mi się, co mówi o Lewandowskim.
 "When we know absolutely everything about Lewandowski, we absolutely studied him from every detail possible and when we lose him in 3 goals (I don’t think about the penalty) where we know exactly what he does is, of course, very disappointing. (..)
[Lewandowski] deserves credit for what he did, but we gave him big support to be man of the match."
Dokładnie, proszę pana. Nasza pomoc była niezastąpiona.

No ale tutaj tak spokojnie jakoś wszystko przebiega i jakoś jeszcze nie doprowadza mnie do łez.
Ale poczekajmy..

Znowu pan Mourinho, tym razem konferencja prasowa:
"If you’re going to get eliminated, you cannot leave without dying in the pitch. On Tuesday I’m sure the players are gonna give their everything. If we’re eliminated by BVB, we’re gonna make them suffer. We’re gonna die in the pitch."

Alvaro, który nie mógł nam wczoraj pomóc..
I, omójboże, człowiek który bardzo lubi doprowadzać mnie do płaczu, najpierw odchodząc z Realu, a teraz wspierając nas.


(Tłum. Teraz jeszcze bardziej niż zwykle wierzę w ten zespół i trenera. Madryt zagra na Wembley. Na pewno.)
Ach, i jeszcze to:
Jezu, Esteban, zabijasz mnie.

No ale dobra, wierzę.
Wierzę, że możemy.

A ten post..
 wielbię.

Ach, nie. Do tych wszystkich: "Nasza duma narodowa", "geniusz piłkarski", "Borussia w finale", "Każdy powinien być dumny", "gooooool" (przez 15 sekund) itd. mam tylko jedno:


bo, jak mawiał Juanito,

DZIEWIĘĆDZIESIĄT MINUT NA SANTIAGO BERNABEU TO BARDZO DŁUGO.

a my nie przegraliśmy tam od 40 meczy.
Hala Madrid!

środa, 24 kwietnia 2013

Barcelona went to Munich 4 nothing

4:0
4:0
4:0

Co za piękny mecz :')
asdfghjkl
Barcelona nie istniała, Messi zniknął, a jak się już katalońscy piłkarze pokazywali, to tylko ze złej strony (ukłony w stronę Jordiego Alby, który w tym sezonie wziął sobie za cel zrobienie z siebie niedojrzałego emocjonalnie idioty. Najpierw się tarzał jak szalony w meczu z Realem, teraz rzucił piłką w twarz Robbenowi..)
Serce to mi stawało tylko w pozytywnym aspekcie - pan Philipp Lahm prawie gola strzelił- obroniła ręka Pique - nie, nie było karnego, bo po co - ale tak czy inaczej, żałuję jeszcze do teraz, że się nie udało.
Po trzecim golu popadłam w histeryczny śmiech ('czy to jest prawdziwe życie?':D), a oglądanie zakończyłam żałując, że nie udało się wbić manity.
I oczywiście żałowałam, że nie było mnie na stadionie - to gromkie, upokarzające dla Barcelony 'Olé!' wykrzykiwane przez całą Allianz Arenę..
Piękne ;')

A to jest man of the match:

Jedyny człowiek, który miał 4 cele strzały w jednym meczu przeciwko Barcelonie w ostatnich jej dziesięciu sezonach w Lidze Mistrzów. Z których dwa wykorzystał. No i nie można zapomnieć, że zaliczył cichą asystę w akcji Robbena. Thomas Müller, proszę państwa.

No ale nie możemy wszystkiego odbierać Barcelonie - w końcu pobiła wczoraj kolejny rekord. Jeszcze żadna drużyna w historii CL nie przegrała w półfinale 4:0. Brawo!

No ale Realowi jednak jest przykro, jak patrzy na wynik.
No dobra, jestem trochę wstrętna w tym momencie..
A jak się mówi, nie śmiej się dziadku..

Więc przejdźmy do miłości:

I mały smaczek na koniec. Jeżeli Philipp Lahm dodaje wpis na portalu społecznościowym to wiedz, że coś się dzieje.
Oczywiście, natychmiast włączyła mi się opcja *too many feelings* (syndrom obrońcy+syndrom kapitana+ syndrom ulubionego piłkarza)
W każdym razie, krótko podsumował mecz i życzył nam, żeby dzisiejszy wieczór, który spędzi już jako kibic przed telewizorem, był równie ekscytujący. (Danke. :D)
I tu mamy tenże smaczek, tj. zdjęcie jakie dodał do wpisu:

Philipp, to dlatego kiedyś myśleli, że jesteś gejem.
PS. Kocham Cię.

wtorek, 23 kwietnia 2013

FC Mario München

Trzech super Mario w Bayernie?
Why not?

Bayern oficjalnie potwierdził dzisiaj pierwszy transfer następnego sezonu. (Co prawda chciał poczekać z ogłoszeniem tej informacji aż do zakończenia półfinałów, ale prasa przez swoje plotki wymogła jej wcześniejsze ujawnienie)
Pierwszy transfer zrobiony na wyraźną prośbę Guardioli.
Pan Josep widocznie lubi zaczynać od wielkiego bum!
Mario Götze. W Bayernie.
Tak, naprawdę -Mario Götze.
Moja reakcja:
Cóż, witaj w Bayernie, drogi Mario.

I teraz przechodząc do paru spraw związanych z tym transferem..

1. Ach, prasa. W taki dzień podać taką informację. Dzisiaj najważniejsza powinna być Liga Mistrzów, a nie transfery. Poza tym, moim zdaniem, te wszystkie informacje powinny być podawane po zakończeniu sezonu, Mario teraz nie będzie miał życia u kibiców Dortmundu.

2.Ja bym nie nazywała Mario wielkim zdrajcą i człowiekiem, który poleciał tylko i wyłącznie na kasę.W Bundeslidze zawsze było tak, że jeżeli ktoś grał na najwyższym poziomie, prędzej czy później lądował w Bayernie, niezależnie od tego, jaki był jego wcześniejszy klub. Oczywiście, teraz Dortmund wydaje się być kolejną bundesligową opcją, gdzie można grać i wygrywać, ale Bayern tak czy inaczej pozostaje największą niemiecką marką. W Bundeslidze nigdy nie było takich wojen jak w Anglii czy Hiszpanii, gdzie transfery między pewnymi klubami są traktowane jak najgorsze świętokradztwo. Transfery na linii Bayern - Dortmund są częste, a piłkarzy przechodzących z jednego z tych klubów do drugiego rzadko spotyka taka nienawiść, jaką teraz się wylewa na Mario. Ta reguła braku nienawiści powinna zostać podtrzymana również w jego przypadku. Danke schön.

3.Przeraża mnie wizja Bayernu, jaką Guardiola ma w swojej głowie. Człowieku, błagam, nie zrób mi z Bayernu drugiej Barcelony..

4. Ale Mario, Mario, co z Götzeusem? Taki piękny bromance nam się narodził, no i piękna współpraca na boisku - a tu co? I co powie na to Marco?

5. Oh, cześć Mou - może skoro Pep wykupuje Mario to my kupimy Marco? Co ty na to? Proszę proszę proszę, Marco Reus w Realu to jedno z moich wielkich marzeń.

6. Będę się śmiać z Dortmundu - Mario odchodzi, Lewandowski prawdopodobnie też, jeszcze wykupią Reusa i pod koniec sezonu nic z zespołu im nie zostanie.

7. Mecz Bayernu za parę miesięcy.
Pep: Mario! MARIO!
Gomez: ?
Mandzukić: ?
Götze: ?

W każdym razie, jako fanka Bayernu jestem zadowolona z transferu. Może jestem w mniejszości, ale lubię/ kocham wszystkich zawodników z reprezentacji Niemiec i cieszy mnie, kiedy kolejnego mogę oglądać w jednym z moich klubów.

A tak na dziś -auf geht's Bayern!
Prawda, Mario? :>


niedziela, 21 kwietnia 2013

Why why why

Więc, mam dzisiaj tylko jedno pytanie, a mianowicie:


Rafa przegrał z Djokovicem w finale turnieju w Monte Carlo 2:6 6:7
Tak, przegrał, w swoim królestwie, w turnieju, który wygrywał rok w rok od ośmiu lat, w którym miał serię 46 wygranych meczy pod rząd...
Nie pamiętam meczu po którym aż tak bardzo nie byłabym w stanie patrzeć na twarz Novaka.
Tak, finał AO 2012 był jednym z tych koszmarnych, przegranych z nim meczy, ale mimo wszystko..płakałam jedynie po Rafie, a Nole zachował się wtedy naprawdę cudownie i mimo, że bolało niemiłosiernie, nie czułam do Djokovica takiej niechęci jak dzisiaj. (Zresztą, nigdy nie czułam do faceta niechęci, bo mimo, że mu nie kibicuję, lubię jego osobowość)
Ale to Monte Carlo boli, naprawdę. Rafa miał ponad siedmiomiesięczną przerwę. I to miał być turniej, który poprzez tryumf definitywnie potwierdzi jego powrót.
Komentatorzy po tej przegranej zaczynają już mówić o zakończeniu pewnej ery, a ja nie jestem na to gotowa.
Ja kocham tenis przez Rafaela Nadala - i oczywiście przez Rogera Federera - i przez ich rywalizację.
Nie chcę wkroczenia na salony Murray'a i Djokovica jako głównej rywalizacji.
Oddałabym wszystko za kolejny wielkoszlemowy finał Federer - Nadal.
Proszę, panowie. Jeszcze trochę.
Rafa - możesz wygrać Roland Garros? A wcześniej Rzym i Madryt?
Błagam...błagamy..ja i moje biedne serce.



A Chelsea została dzisiaj okradziona.
Bo inaczej tego nazwać nie można.
Sędzia przy wyniku 2:1 dla CFC w 90 minucie doliczył 6 minut.
Oh, tak, w zdaniu powyżej nie widać nic złego.
Ale rzeczy niewłaściwe wychodzą w dalszych faktach: w tejże 90 minucie Liverpool miał wszystkich jedenastu zawodników na boisku.
Już nie będę się czepiać Carraghera, który nie wyleciał z boiska chyba tylko ze względu na samo nazwisko. Ale trzeba wspomnieć, że od czasu kiedy obejrzał żółtą kartkę wcale się nie pohamował i do samego końca meczu faulował, kłócił się i jeszcze raz się kłócił. Cóż, najwyraźniej sędzia przestraszył się tego 'Carragher' z tyłu na koszulce i dał mu wyprawiać, co mu się żywnie podobało..
No, ale kogoś jeszcze z drużyny Liverpoolu nie powinno być na boisku w 90 minucie na 100%.
Ale był. I co jeszcze bardziej kuriozalne - w 96:39 - tak, prawie 40 sekund po tym, jak sędzia powinien odgwizdać koniec meczu - ten ktoś strzelił gola.
Luis Suarez, proszę państwa. Zawsze podziwiałam jego umiejętności piłkarskie, ale dzisiaj przesadził - grał zarówno nogami, jak i rękami, no i jeszcze włączył do tego zęby. Tak, ugryzł Ivanovica i powinien był opuścić boisko na długo przed 90 minutą.
No ale dobrze wiemy, że gryzienie przeciwnika to nie jest faul na czerwoną kartkę. No co, zgłodnieć nie można?

 Cóż, jest jeszcze druga opcja, a mianowicie taka, że Luis naoglądał się zbyt wielu obrazków z serii "rzeczy, które robią chłopcy, a które my kochamy". I wybrał się w 74 minucie na podryw. Bo kto by się oparł urokowi Brany.
Kibice Chelsea mogą czuć się okradzieni.

Co za koszmarny dzień.
urrrghh
why always me?
Rafa :'(
i to wszystko

piątek, 19 kwietnia 2013

Znowu.

Droga Chelsea, to przestaje być zabawne.
To nie miał być blog poświęcony wam, moi niebiescy panowie.
I miałam postanowienie, że absolutnie nie napiszę o tym wszystkim - nie i koniec - w którym wytrzymałam ledwie dwie godziny.
Nie chcę ale muszę.

Chelsea okazała się dzisiaj jeszcze bardziej zajętym klubem niż wczoraj.
Cóż to był za diabelski plan? Od niebieskiej farby i prawie nagości, poprzez nowe stroje na przyszły sezon, aż po garnitury, w tak krótkim odstępie czasu, w dodatku z tym pięknym meczem w środku.. Czy ktoś tu chce mnie zabić?

Przechodząc do rzeczy.
Dzisiaj w Londynie odbyła się mała ceremonia z wręczeniem Platiniemu pucharu Europy. Z tej okazji najseksowniejsze kąski kapitanowie i paru zawodników, włącznie z panem 50 milionów, wbili się w garnitury i poszli roztaczać wdzięk ustępujących mistrzów Europy.

Uwaga: poniższe zdjęcia zawierają niezdrową dawkę garniturów, Lamperry, Fernando Torresa, najlepszego tyłka w składzie CFC (Brana) i uroczego Petra Cecha. Czyli tego, co Catherine lubi najbardziej.


Doszło też i do wywiadów, prosimy, prosimy, Fernando.


Pozostając przy Torresie, również dzisiaj dowiedzieliśmy się, że wystąpi w hiszpańskim programie na kształt Miami Ink. Więc dostaliśmy parę sekund nagrania pt. "Jestem chodzącą perfekcją". (Czy ja w ostatnich notkach nie brzmię jak wielka, oszalała fanka Torresa? Nie jestem nią - znaczy - oszalałą - ale to co on ostatnio wyprawia to przechodzi ludzkie pojęcie. Jego jedna brew jest ładniejsza od mojej całej postaci.)


Ach, no i Chelsea podziękowała oficjalnie za dwa miliony followersów na Twitterze. Zaczęła te podziękowania od słów "Hey, I'm John Terry from Chelsea Football Club" i od razu byłam kupiona..

 Proszę bardzo, chociaż nie mam Twittera.:D

Uuuuuh, jakie to wszystko piękne.
No i - I'm done with that club.
Przysięgam, że choćby jutro polecieli na Księżyc, następna notka nie będzie o nich.
Może w końcu poświęcę ją Realowi Madryt, co?

czwartek, 18 kwietnia 2013

It's blue, blue, blue

Chelsea FC to ostatnio bardzo zajęty klub.
Zajęty graniem, ale nie tylko.
Zajęty również reklamami.
No i jeszcze doprowadzaniem własnych fanek do stanu, w którym chce się zakupić litry niebieskiej farby i wypróbować je na przedstawicielach płci męskiej w swoim otoczeniu. A nuż któryś będzie się prezentował w niej równie genialnie jak piłkarze Chelsea...nadzieje są nikłe, ale zawsze są :D

Za to Frank Lampard i John Terry tradycyjnie zajęci są sobą. Czym mogą doprowadzić swoje fanki do stanu głębokiego bólu serca, rozczulenia itd., czytaj: ja.
Panowie wystąpili wczoraj w pierwszym składzie w meczu przeciwko Fulham (wygranym 3:0), a John to nawet dwa gole strzelił.
Ogółem był to jeden z najlepszych meczy w wykonaniu Chelsea w tym sezonie, moim zdaniem. Wszystko przebiegało bezproblemowo, nikt nie grał tragicznie i obyło się bez zbytnich nerwów, więc na plus hahaha.
Ale przejdźmy do Lamperry moments.

Więc, taka tam chwila czułości po pierwszym golu Johna...

I dalej:
Everything is Lamperry and nothing hurts.

Co do meczu warto by jeszcze wspomnieć o cudownym trafieniu Luiza:

What a goal!

Przechodząc do reklam.
Wiemy już, jak będą wyglądały koszulki na przyszły sezon.Tak, jednak koszulki, nie będą grać w samej farbie, a szkoda.
Co prawda po takim promo, jakim nas uraczyli, ciężko się teraz zachwycać wersjami ubranymi, ale koszulki są naprawdę ładne.


Tak, Petr Cech będzie pełnił zaszczytną rolę banana.
Lubię bramkarzy w żółtym, mam nadzieję, że Real też wróci do tego koloru w następnym sezonie.
Ach, no i jest jeszcze ktoś, kto za każdym razem stara się nas zabić swoją perfekcją.

I ze mną za każdym razem mu się udaje.

Mam tylko jedno pytanie: Gdzie w tym wszystkim jest Frank Lampard?
Nie ma go. A powinien być.
Proszę, dajcie mu ten kontrakt.
Proszę proszę proszę PROSZĘ.
 #SignHimUp

PS. Nie, to z założenia nie jest blog o Chelsea :D Ale u nich ostatnio najwięcej się dzieje.
PPS. Notka trochę chaotyczna, przepraszam, ale nie chcę pisać powieści (do czego mam zdolności) więc  skracam wszystko.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Things that can't be understood

Jest ich parę.
A wszystkie pośrednio i bezpośrednio są związane z wczorajszym meczem Chelsea i Manchesteru City.

Pierwszą rzeczą, której nie można zrozumieć i ja nawet nie próbuję, jest polityka rotacji składem Rafaela Beniteza.
Och, oczywiście, że jeżeli się gra co trzy dni, trzeba rotować składem (chociaż moim zdaniem Benitez przesadza; z meczu na mecz zmienia po siedmiu zawodników? Można by to robić bardziej logicznie, just sayin'.)
Ale naprawdę, na najważniejsze mecze w sezonie sadzać OBU kapitanów na ławce?
No bo po co drużynie jakiś przywódca. Po co drużynie doświadczenie. Po co drużynie legenda klubu. I druga. No po co. Skoro mogą grzać ławę.
Aha, to był pierwszy raz od ponad dekady, kiedy to w półfinałach czy finale (jakichkolwiek rozgrywek) ta dwójka nie wystąpiła, będąc dyspozycyjną. (w 2008 nie było ich w półfinale Carling Cup bo byli kontuzjowani)
Co to ma być, no?
*bardzo stara się nie używać słów powszechnie uznanych za wulgarne*
 No ale pomińmy już skład i przejdźmy do kolejnego podpunktu.

Dwa: nie można również zrozumieć, dlaczego pan Rafcio B. nie gra częściej ustawieniem z dwoma napastnikami. Albo raczej, dlaczego zagrał tak jedynie dwa razy za swojej kadencji w CFC, o ile dobrze pamiętam. Za ewentualny błąd przepraszam. Wczoraj jak na dłoni było widać, jak dobrze by to wyglądało. Torres wszedł na 15 min i już po 10s zrobił różnicę...

To Torres zaczął wybiegać, więc do niego skierowane było podanie; Ba cudownie je wykorzystał. Poza tym panowie szukali się nawzajem, szukali gry...dlaczego nie wpuszczać ich razem częściej? Nie trzeba zawsze grać  trójką ofensywnych pomocników..

Trzy: Jak to może nie być czerwona kartka.


Cztery: Jak to może nie być karny.

Nie żebym miała coś przeciwko oglądaniu ładnego brzucha Torresa, w dodatku pełnego pieprzyków, ale sprawiedliwość też by się za to należała...

Pięć: Jak sędzia który ma 51 lat może jeszcze sędziować mecze o tak wysoką stawkę. Wiadomo, że spotkania między czołowymi klubami zwykle toczą się w zawrotnym tempie, od jednego pola karnego do drugiego. A wczoraj pan Foy pod koniec już nie dawał rady. Źle się przesuwał po boisku, nigdy nie miał dobrego pola widzenia, wręcz NIC nie widział...

Sześć: Ktoś mi powie, dlaczego Hart nie gra? Jestem strasznie do tyłu z informacjami o nim.

To wszystkie podpunkty co do rzeczy, których nie da się zrozumieć.
Jedno jednak jest zrozumiałe: Chelsea nie będzie w finale.

Może poprosimy Franka Lamparda o podsumowanie meczu?


Tak, to całkiem dobra mina podsumowująca. Ale to chyba jeszcze za mało...


Tak, Fer, to jest ta mina.

sobota, 13 kwietnia 2013

O mój Bułku!

To będzie bardzo krótki wpis.

O Karance.
Którego uroda zwykle jest przeze mnie niedoceniana.
Panowie zwykle siedzą na ławce w kolejności: Rui - Mou - Aitor
Więc, jak wyjaśniłam siostrze: "Piękny, piękny, Karanka" :D
Och, no i mam jeszcze nawyk nazywania Karanki Bułkiem. Albo Il Bułczasiem.
On mi się naprawdę przez większość czasu kojarzy z taką bułką.
Miękka, okrągła..łagodna, lśniąca dobrocią twarz, całkiem jak mama.
A tu proszę.
Właśnie wpadłam na zdjęcie pana Karanki..
Co prawda sprzed paru dobrych lat, ale...



O mój Karanko. *.*
asdfghjkl
pożeracz serc cholera go mać

czwartek, 11 kwietnia 2013

Someone really special

Uuuh, kto by pomyślał, że mecz rewanżowy na stadionie Galatasaray przysporzy nam tylu nerwów w drugiej połowie ostatnich minutach.. Real grał momentami tragicznie, całe szczęście, że doprowadziliśmy ten mecz do końca z pozytywnym rezultatem...
Nic więc dziwnego, że najpiękniejsze momenty meczu wydarzyły się właściwie już po nim. :')

(Jak bardzo fani Chelsea chcieliby mieć takie obrazki codziennie na Stamford Bridge? To oczywiście pytanie retoryczne, odpowiedź jest oczywista.)
Ale Didier nie zamierza zostawiać nam samej wizji bez fonii i zdradza, co miał do powiedzenia José.
Powiedziałem Mourinho: Przegrałem z Liverpoolem, wygrali Ligę Mistrzów; przegrałem z Interem, wygrali Ligę Mistrzów; przegrałem z Barceloną, wygrali Ligę Mistrzów; przegrałem z Porto, wygrali Ligę Mistrzów. Więc...
Panie Drogba, mam nadzieję, że ma pan rację.

A teraz, przejdźmy do tego, jak wspaniałą osobą jest José Mourinho. Oczywiście, ja wiem to od dawna; Mourinho jest jedną z osób, które mnie inspirują i  które zwykłam wynosić na piedestał itd.
Wyciekła, bodajże wczoraj, urocza i wzruszająca historia z Mou w jednej z głównych ról. Niestety, nie chce mi się tego tłumaczyć (Zresztą po co to wyjaśniaćć, przecież prowadzę ten blog dla siebie i nikt o nim nie wie :>), więc wstawiam po angielsku.
For the past 7 summers, a Los Angeles man, Abel Rodríguez, takes a 2-week vacation to work for free as a kit man for Real Madrid when they come to UCLA. With the encouragement of his family, he makes his 1st trip to Europe to see a clásico. He shows up unannounced with no ticket or accommodations. Rodríguez happens to be spotted outside of Valdebebas by José Mourinho. Mourinho provides him with a ticket and a room at the team hotel and even makes arrangements for Abel to travel with the club to Manchester for the UCL.
“As Rodríguez explained the story of his family wanting him to visit Europe, Mourinho stopped him. Real Madrid was leaving for England and its Champions League Round of 16 decider against Manchester United the day after the Barça game. Rodríguez was planning to return to L.A., but Mourinho would have none of it.
“I told him, ‘No way, you come to Manchester with us and work as a kit man,’” Mourinho said. “‘You help us and you live a bigger dream, a Champions League match from the inside!’”
Rodríguez said he’d love to, but he would pay for everything.
Mourinho shook his head and smiled. ‘When you’re with me in Europe, you don’t pay for shit.’
Oh, José. :') Wspaniały człowiek. I tak piekielnie zazdroszczę temu Rodriguezowi.
Przy okazji, jest jeszcze trochę relacji z wrażeń pana szczęściarza podczas całej tej wyprawy. Sytuacja po zakończeniu meczu rewanżowego Real - United.
“But even though Ferguson was so angry afterward that he refused to speak at the press conference, Rodríguez saw firsthand that he was still willing to share a post-game drink with Mourinho. Said Rodríguez, “He came out of the dressing room with a cup of wine in his hand, and he told me, ‘Tell José that the wine is ready, and tell him to hurry up.’”
Znowu muszę to zrobić-:')
Cóż za bromance! :D




PS. Nadal płaczę za Malagą, nawet nie będąc ich fanką. tak przegrać..

niedziela, 7 kwietnia 2013

Wczorajszy dzień był piękny





MIA SAN MEISTER.
Mia san rekordy, to też.
Więc, Bayern już w dniu wczorajszym wywalczył mistrzostwo Niemiec. Pobijając przy okazji wszystkie możliwe rekordy.
Życie jest piękne i nie ma w nim os z Dortmundu *.*
W skali od jeden do dziesięć, jak piękne jest to, że gol dający mistrzostwo został strzelony przez wicekapitana, a asystowany przez kapitana? 12?
Jak już przeżyliśmy ten mecz, który, trzeba powiedzieć, popisowy nie był, nastał czas na celebracje.
Manu został zmolestowany...


 Thomas Müller był w swoim żywiole (tj. gadał jak najęty)...
 

I przy okazji rzucano Juppem..(jak ja będę za nim tęsknić, nie chcę nie chcę nie chcę Guardioli)

Ah, a Jerome chciał nosić pana Lahma..

Awwwww :')

W tym czasie osy wygrywały - remisowały - przegrywały - remisowały - wygrywały z Augsburgiem, a pan Marco JestemZbytIdealnyŻebyIstnieć Reus przebywał na trybunach i grał rolę przykładnego wujka dla małego Nico. I był piękny.


Jeszcze nie zdążyłam się otrząsnąć z wygranej Bayernu i już trzeba było się przerzucić na Real.
I tutaj powtórka z rozrywki, czyli postawa Realu w tym sezonie: "Poczekamy, aż nam strzelą gola a potem weźmiemy się do roboty i ewentualnie skończymy manitą".
Cóż, na początku wyglądało to tak, że poczekamy, aż strzelą i przegramy, więc jakiś progres jest...
Ale co by nie było, skończyło się pięknie.
Mesuciątko weszło na piętnaście minut i strzeliło 2 gole...Pipita rozegrał cudowny mecz..
A piszę o tym meczu bo...
Mou w skali od 1 -10 był piękny na conajmniej 15. Oh, jak dawno nie widzieliśmy pana z zarostem. *.*
Oh, jak ja pana uwielbiam *.*

 Człowieku, w wieku 50 lat wręcz nie wypada wyglądać lepiej niż 3/4 swojego składu..

Ale, naprawdę, co za piękny weekend.
Ta reklama Chelsea, Bayern mistrzem, manita Realu...żyć nie umierać.
Tylko CFC jeszcze dzisiaj musi wygrać i będzie komplet!