Zajęty graniem, ale nie tylko.
Zajęty również reklamami.
No i jeszcze doprowadzaniem własnych fanek do stanu, w którym chce się zakupić litry niebieskiej farby i wypróbować je na przedstawicielach płci męskiej w swoim otoczeniu. A nuż któryś będzie się prezentował w niej równie genialnie jak piłkarze Chelsea...nadzieje są nikłe, ale zawsze są :D
Za to Frank Lampard i John Terry tradycyjnie zajęci są sobą.
Panowie wystąpili wczoraj w pierwszym składzie w meczu przeciwko Fulham (wygranym 3:0), a John to nawet dwa gole strzelił.
Ogółem był to jeden z najlepszych meczy w wykonaniu Chelsea w tym sezonie, moim zdaniem. Wszystko przebiegało bezproblemowo, nikt nie grał tragicznie i obyło się bez zbytnich nerwów, więc na plus hahaha.
Ale przejdźmy do Lamperry moments.
Więc, taka tam chwila czułości po pierwszym golu Johna...
I dalej:
Everything is Lamperry and nothing hurts.
Co do meczu warto by jeszcze wspomnieć o cudownym trafieniu Luiza:
What a goal!
Przechodząc do reklam.
Wiemy już, jak będą wyglądały koszulki na przyszły sezon.
Co prawda po takim promo, jakim nas uraczyli, ciężko się teraz zachwycać wersjami ubranymi, ale koszulki są naprawdę ładne.
Tak, Petr Cech będzie pełnił zaszczytną rolę banana.
Lubię bramkarzy w żółtym, mam nadzieję, że Real też wróci do tego koloru w następnym sezonie.
Ach, no i jest jeszcze ktoś, kto za każdym razem stara się nas zabić swoją perfekcją.
I ze mną za każdym razem mu się udaje.
Mam tylko jedno pytanie: Gdzie w tym wszystkim jest Frank Lampard?
Nie ma go. A powinien być.
Proszę, dajcie mu ten kontrakt.
Proszę proszę proszę PROSZĘ.
#SignHimUp
PS. Nie, to z założenia nie jest blog o Chelsea :D Ale u nich ostatnio najwięcej się dzieje.
PPS. Notka trochę chaotyczna, przepraszam, ale nie chcę pisać powieści (do czego mam zdolności) więc skracam wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz