niedziela, 21 kwietnia 2013

Why why why

Więc, mam dzisiaj tylko jedno pytanie, a mianowicie:


Rafa przegrał z Djokovicem w finale turnieju w Monte Carlo 2:6 6:7
Tak, przegrał, w swoim królestwie, w turnieju, który wygrywał rok w rok od ośmiu lat, w którym miał serię 46 wygranych meczy pod rząd...
Nie pamiętam meczu po którym aż tak bardzo nie byłabym w stanie patrzeć na twarz Novaka.
Tak, finał AO 2012 był jednym z tych koszmarnych, przegranych z nim meczy, ale mimo wszystko..płakałam jedynie po Rafie, a Nole zachował się wtedy naprawdę cudownie i mimo, że bolało niemiłosiernie, nie czułam do Djokovica takiej niechęci jak dzisiaj. (Zresztą, nigdy nie czułam do faceta niechęci, bo mimo, że mu nie kibicuję, lubię jego osobowość)
Ale to Monte Carlo boli, naprawdę. Rafa miał ponad siedmiomiesięczną przerwę. I to miał być turniej, który poprzez tryumf definitywnie potwierdzi jego powrót.
Komentatorzy po tej przegranej zaczynają już mówić o zakończeniu pewnej ery, a ja nie jestem na to gotowa.
Ja kocham tenis przez Rafaela Nadala - i oczywiście przez Rogera Federera - i przez ich rywalizację.
Nie chcę wkroczenia na salony Murray'a i Djokovica jako głównej rywalizacji.
Oddałabym wszystko za kolejny wielkoszlemowy finał Federer - Nadal.
Proszę, panowie. Jeszcze trochę.
Rafa - możesz wygrać Roland Garros? A wcześniej Rzym i Madryt?
Błagam...błagamy..ja i moje biedne serce.



A Chelsea została dzisiaj okradziona.
Bo inaczej tego nazwać nie można.
Sędzia przy wyniku 2:1 dla CFC w 90 minucie doliczył 6 minut.
Oh, tak, w zdaniu powyżej nie widać nic złego.
Ale rzeczy niewłaściwe wychodzą w dalszych faktach: w tejże 90 minucie Liverpool miał wszystkich jedenastu zawodników na boisku.
Już nie będę się czepiać Carraghera, który nie wyleciał z boiska chyba tylko ze względu na samo nazwisko. Ale trzeba wspomnieć, że od czasu kiedy obejrzał żółtą kartkę wcale się nie pohamował i do samego końca meczu faulował, kłócił się i jeszcze raz się kłócił. Cóż, najwyraźniej sędzia przestraszył się tego 'Carragher' z tyłu na koszulce i dał mu wyprawiać, co mu się żywnie podobało..
No, ale kogoś jeszcze z drużyny Liverpoolu nie powinno być na boisku w 90 minucie na 100%.
Ale był. I co jeszcze bardziej kuriozalne - w 96:39 - tak, prawie 40 sekund po tym, jak sędzia powinien odgwizdać koniec meczu - ten ktoś strzelił gola.
Luis Suarez, proszę państwa. Zawsze podziwiałam jego umiejętności piłkarskie, ale dzisiaj przesadził - grał zarówno nogami, jak i rękami, no i jeszcze włączył do tego zęby. Tak, ugryzł Ivanovica i powinien był opuścić boisko na długo przed 90 minutą.
No ale dobrze wiemy, że gryzienie przeciwnika to nie jest faul na czerwoną kartkę. No co, zgłodnieć nie można?

 Cóż, jest jeszcze druga opcja, a mianowicie taka, że Luis naoglądał się zbyt wielu obrazków z serii "rzeczy, które robią chłopcy, a które my kochamy". I wybrał się w 74 minucie na podryw. Bo kto by się oparł urokowi Brany.
Kibice Chelsea mogą czuć się okradzieni.

Co za koszmarny dzień.
urrrghh
why always me?
Rafa :'(
i to wszystko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz