To nie miał być blog poświęcony wam, moi niebiescy panowie.
I miałam postanowienie, że absolutnie nie napiszę o tym wszystkim - nie i koniec - w którym wytrzymałam ledwie dwie godziny.
Nie chcę ale muszę.
Chelsea okazała się dzisiaj jeszcze bardziej zajętym klubem niż wczoraj.
Cóż to był za diabelski plan? Od niebieskiej farby i prawie nagości, poprzez nowe stroje na przyszły sezon, aż po garnitury, w tak krótkim odstępie czasu, w dodatku z tym pięknym meczem w środku.. Czy ktoś tu chce mnie zabić?
Przechodząc do rzeczy.
Dzisiaj w Londynie odbyła się mała ceremonia z wręczeniem Platiniemu pucharu Europy. Z tej okazji
Uwaga: poniższe zdjęcia zawierają niezdrową dawkę garniturów, Lamperry, Fernando Torresa, najlepszego tyłka w składzie CFC (Brana) i uroczego Petra Cecha.
Doszło też i do wywiadów, prosimy, prosimy, Fernando.
Pozostając przy Torresie, również dzisiaj dowiedzieliśmy się, że wystąpi w hiszpańskim programie na kształt Miami Ink. Więc dostaliśmy parę sekund nagrania pt. "Jestem chodzącą perfekcją". (Czy ja w ostatnich notkach nie brzmię jak wielka, oszalała fanka Torresa? Nie jestem nią - znaczy - oszalałą - ale to co on ostatnio wyprawia to przechodzi ludzkie pojęcie.
Ach, no i Chelsea podziękowała oficjalnie za dwa miliony followersów na Twitterze. Zaczęła te podziękowania od słów "Hey, I'm John Terry from Chelsea Football Club" i od razu byłam kupiona..
Uuuuuh, jakie to wszystko piękne.
No i - I'm done with that club.
Przysięgam, że choćby jutro polecieli na Księżyc, następna notka nie będzie o nich.
Może w końcu poświęcę ją Realowi Madryt, co?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz