A mi chyba dzisiaj zabraknie łez do wylania.
A wspominałam wczoraj: nie śmiej się dziadku...
I stało się. Mimo to, nadal nie sympatyzuję z fanami Barcelony.
Większość z nich już nie wie, co znaczy czekać tyle lat na jeden puchar.
Ta drużyna wygrywała w ostatnich latach wszystko..
A Real od tylu lat marzy co sezon o Décimie.To jest jego jedyny cel. Cały sezon gra się z myślą o tym pucharze.
Jeżeli jesteś madridistą, przed sezonem myślisz o tym, że to ten, w którym Real wygra Décimę. Jeżeli nie wychodzi w lidze czy innych pucharach, myślisz, że zostaje jeszcze Liga Mistrzów i że w końcu nic innego się nie liczy, tylko la Décima.
Dlatego nie lubię cytowania słów Mourinho sprzed meczu Inter - Barcelona, kiedy mówił, że Inter marzy, a Barca ma obsesję. Bo to nie ma żadnego odniesienia co do Realu. Bo my też mamy obsesję.
Więc dlatego 4:1 boli.
Całe szczęście, mimo wyniku, Dortmund nie rozjechał nas tak, jak Bayern Barcelonę. My istnieliśmy - tragicznie nam co prawda to istnienie wychodziło, ale jednak. No i mamy gola na wyjeździe.
Szczerze mówiąc, nie da się wybrać jednego winnego tej całej tragedii.
Teraz przynajmniej, bo tuż po meczu obwiniałam głównie Sergio Ramosa i Pepe. Z naciskiem na Sergio Ramosa.
Może to dlatego, że po prostu nie cierpię, jak Ramos gra na prawej obronie. Jako środkowy obrońca jest jednym z najlepszych na świecie, ale na prawej obronie, moim zdaniem, jest po prostu przeciętny. Po pierwsze, nie ma absolutnie pojęcia, jak działają skrzydła. (Sergio, proponuję obejrzenie paru meczy z udziałem Philippa Lahma, jako najlepszego na tej pozycji, albo chociaż Łukasza Piszczka, jak już mówimy o Dortmundzie). Po drugie, zbyt często schodzi do środka i w ogóle lata po tym boisku jak naćpany koń wypuszczony ze stajni na wolność. No i po trzecie, brakowało go wczoraj w środku obrony, bo nie miał kto nam stamtąd akcji wyprowadzać. Aż się Xabi Alonso musiał do tej strefy cofać. Ach, po czwarte, nie lubię Sergio jako kapitana. Bardzo tęsknię za Ikerem. Mimo, że zdołałam zapałać bardzo dużą sympatią do Diego Lopeza, to brakuje nam kapitana, który za swój najważniejszy meczowy obowiązek nie brałby przybrania odpowiedniego uśmiechu do zdjęcia z sędziami. (Ok, czepiam się Sergio. Ale w tym sezonie wyjątkowo działa mi na nerwy, najpierw ta akcja z koszulką Mesuta, potem zwracanie uwagi Mou..)
Pepe za to jest po prostu nie w formie i tyle w temacie. Więc nie mieliśmy kogoś, kto by nam wczoraj sterował obroną, bo nie należy oczekiwać tego od Varane'a, a Fabio Coentrão zawsze jest trochę chaotyczny. Ale taki już jego styl bycia na boisku.
Swoją drogą, z całej obrony to właśnie Fabio podobał mi się wczoraj najbardziej. Wykonał parę dobrych rajdów lewą stroną. Szkoda tylko, że po tym jak dostał przyspieszenia i przedryblował trzech przeciwników nie był w stanie dobrze dośrodkować.
Poza tym, niech mi ktoś uświadomi, od kiedy Gonzalo Higuain jest naszym obrońcą?
Co do środka pola, sztabowi szkoleniowemu proponuję następny trening przeprowadzić pod zapytaniem: Co to jest prostopadłe podanie?. Albo jeszcze inaczej: Jak podać piłkę bez obijania nóg przeciwnika?
Udział w tej prelekcji mają wziąć: Xabi, Mesut oraz Luka.
Tak, sama też nie wierzę, że trzeba tu było zawrzeć pana Alonso, ale przysięgam, o miał wczoraj od cholery niecelnych podań.
Özil też się zresztą nie popisał, a jedyne prostopadłe podania, jakie mu wyszły, były skierowane do Samiego Khediry (dwa?). A my już wiemy, jak bardzo Sami nie jest od strzelania goli.
O Modricu nie wspomnę, nadal mnie do siebie nie przekonał, chociaż po golu z Man Utd było blisko.
Ponadto: ani Kaka, ani di Maria, ani Benzema po zmianach nic nie dali. Kaka to chyba z dwa razy piłkę dotknął.
A na porządnego huga zasługują tylko Diego Lopez, bo parę razy skórę nam uratował, Cristiano Ronaldo, jak zwykle, bo zapieprzał tak czy inaczej, ale co można zrobić, jak się celnych podań nie otrzymuje? Ach, no i jeszcze może Pipita, bo zaliczył asystę i ładnie się spisał w obronie. Jak na napastnika.
No i w każdym razie, popłakałam sobie do poduszki, stwierdziłam, że może w następnym sezonie się uda..
Ale oni mi próbują wmówić, że jeszcze teraz się uda. Że możemy wygrać 3:0 na Santiago Bernabéu.
Jakby nie patrzeć - Real Madryt i 3:0 na własnym stadionie..Chciałabym w to uwierzyć, ale pamiętając, jak wielkie problemy mamy w tym sezonie z utrzymaniem czystego konta...
No ale jest taki jeden facet na tym świecie, który potrafi przekonać mnie do wszystkiego.
I nazywa się José Mourinho.
“We can [turn it around]. It’s very difficult, but we can. In football anything can happen. Of course we can. On a crazy night where everybody performs at a high level, where every chance you have or goal you score with a high level of efficiency… of course we can.”I podoba mi się, co mówi o Lewandowskim.
"When we know absolutely everything about Lewandowski, we absolutely studied him from every detail possible and when we lose him in 3 goals (I don’t think about the penalty) where we know exactly what he does is, of course, very disappointing. (..)Dokładnie, proszę pana. Nasza pomoc była niezastąpiona.
[Lewandowski] deserves credit for what he did, but we gave him big support to be man of the match."
No ale tutaj tak spokojnie jakoś wszystko przebiega i jakoś jeszcze nie doprowadza mnie do łez.
Ale poczekajmy..
Znowu pan Mourinho, tym razem konferencja prasowa:
"If you’re going to get eliminated, you cannot leave without dying in the pitch. On Tuesday I’m sure the players are gonna give their everything. If we’re eliminated by BVB, we’re gonna make them suffer. We’re gonna die in the pitch."
Alvaro, który nie mógł nam wczoraj pomóc..
I, omójboże, człowiek który bardzo lubi doprowadzać mnie do płaczu, najpierw odchodząc z Realu, a teraz wspierając nas.
(Tłum. Teraz jeszcze bardziej niż zwykle wierzę w ten zespół i trenera. Madryt zagra na Wembley. Na pewno.)
Ach, i jeszcze to:
Jezu, Esteban, zabijasz mnie.
No ale dobra, wierzę.
Wierzę, że możemy.
A ten post..
wielbię.
Ach, nie. Do tych wszystkich: "Nasza duma narodowa", "geniusz piłkarski", "Borussia w finale", "Każdy powinien być dumny", "gooooool" (przez 15 sekund) itd. mam tylko jedno:
bo, jak mawiał Juanito,
DZIEWIĘĆDZIESIĄT MINUT NA SANTIAGO BERNABEU TO BARDZO DŁUGO.
a my nie przegraliśmy tam od 40 meczy.
Hala Madrid!

Bardzo dobry wpis, widze ze nie tylko ja musialam wylac gdzies te wszystkie emocje i mysli kumulujace sie w naszych glowach od wczoraj...
OdpowiedzUsuńWpisalam przed chwilą bardzo długi komentarz ale mi sie cały uciął i nie mam siły pisać tego ponownie więc powiem tylko ja wierze.. Bo nadzieja nie umiera ostatnia ona nigdy nie umiera :)
Pozdrawiam
no właśnie, nadzieja nie umiera nigdy, bardzo dobrze powiedziane ;)
UsuńAh Juanito jaka szkoda ze Cie z nami juz nie ma.. Chociaż cie nie znałam to wiem że byłeś wspaniałym człowiekiem... Vamos Real
OdpowiedzUsuń